Michał Bakunin

PAŃSTWOWOŚĆ A ANARCHIA
Walka dwóch partii w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Robotników


Pangermanizm a panslawizm

Jest rzeczą godną uwagi, że we Włoszech, podobnie jak w Hiszpanii, marksowski program komunizmu państwowego nie miał szczęścia, przeciwnie, przyjęto tam powszechnie i entuzjastycznie program słynnego "Aliansu", czyli Związku Socjalnych Rewolucjonistów, który wypowiedział nieubłaganą wojnę wszelkiemu państwu i jego kurateli, wszelkiemu zwierzchnictwu i autorytetowi.

W tych warunkach lud może się wyzwolić, stworzyć sobie własne życie, wolność dla wszystkich i dla każdego z osobna, lecz w żadnym wypadku nie może zagrażać wolności innych ludów; dlatego też ani ze strony Hiszpanii, ani ze strony Włoch nie należy obawiać się zaborczej polityki, przeciwnie, można tylko oczekiwać, kiedy wybuchnie tam Rewolucja Socjalna.

Małe państwa, jak Szwajcaria, Belgia, Holandia, Dania i Szwecja, z tej samej przyczyny, a przede wszystkim wskutek swej niewielkiej roli politycznej, nie zagrażają nikomu, natomiast z wielu względów mogą się obawiać agresji ze strony nowego cesarstwa niemieckiego.

Pozostaje Austria, Rosja i pruskie Niemcy. Jeśli chodzi o Austrię, jest ona nieuleczalnie chora i szybkim krokiem zbliża się do śmierci. Cesarstwo to powstało w wyniku związków dynastycznych i zaborczych wojen. Jego ludność składa się z czterech różnych ras, które nie darzą siebie nawzajem sympatią. Zdecydowaną przewagę posiada rasa germańska, jednomyślnie znienawidzona przez trzy pozostałe, a liczebnie stanowiąca zaledwie czwartą część ludności. Połowę całej ludności stanowią Słowianie, którzy w ostatnich czasach żądają dla siebie autonomii i utworzyli dwa państwa: węgiersko-słowiańskie i niemiecko-słowiańskie. Takie imperium, powtarzamy, mogło istnieć dopóty, dopóki dominował w nim despotyzm militarno-policyjny. W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat cesarstwu temu zadano trzy śmiertelne ciosy. Pierwszą klęskę zadała mu rewolucja 1848 roku. Położyła ona kres staremu systemowi i rządom księcia Metternicha. Od tego czasu podtrzymuje ono swą marną egzystencję za pomocą heroicznych wysiłków i najróżnorodniejszych konfederacji. W roku 1849, uratowane przez cesarza Mikołaja, pod rządami pysznego oligarchy, księcia Schwarzenberga, oraz jezuity słowianofila, hrabiego Thuna, autora konkordatu, zaczęło rozpaczliwie szukać ratunku w skrajnie klerykalnej i reakcyjnej polityce i w równie skrajnej, bezwzględnej centralizacji wprowadzonej w życie we wszystkich prowincjach wbrew wszelkim różnicom narodowościowym. Druga jednakże z kolei klęska, którą zadał mu Napoleon III w 1859 roku, dowiodła, że militarno-biurokratyczna centralizacja uratować Austrii nie może.

Od tego czasu Austria zaczęła grawitować w kierunku liberalizmu. Sprowadziła z Saksonii niefortunnego i nieudolnego konkurenta księcia (wówczas jeszcze hrabiego) Bismarcka, barona Beusta, i zaczęła gorączkowo obdarzać autonomią swoje narody, ale czyniąc to pragnęła jednocześnie uratować jedność państwa, to znaczy pragnęła rozwiązać zadanie nierozwiązalne.

Trzeba było zadowolić jednocześnie cztery główne plemiona w cesarstwie: Słowian, Niemców, Węgrów i Włochów, którzy różnią się bardzo nie tylko pod względem języka, charakteru i stopnia rozwoju kultury, lecz ponadto z reguły są wrogo do siebie nastawieni, przeto mogli i mogą tworzyć wspólny organizm państwowy jedynie pod uciskiem rządowej przemocy. Należało zaspokoić roszczenia Niemców, których większość starała się wywalczyć jak najbardziej liberalno-demokratyczną konstytucję, jednocześnie zaś uporczywie i głośno domagała się, aby zostawić w mocy dawne prawo, zapewniające im pełną przewagę w monarchii austriackiej, mimo iż wraz z Żydami stanowią oni zaledwie czwartą część całej ludności.

Czyż nie jest to nowym dowodem prawdy, której niestrudzenie bronimy w przekonaniu, że możliwość szybkiego rozstrzygnięcia wszystkich kwestii socjalnych zależy od powszechnego jej zrozumienia? Prawda ta głosi, że fundamentem państwa, każdego państwa, nawet takiego, które przybiera najbardziej liberalne i demokratyczne formy, jest zawsze prawo silniejszego, władza i przemoc, a więc despotyzm, czasem ukryty, lecz tym bardziej niebezpieczny.

Niemcy, którzy - można powiedzieć - są z natury wyznawcami idei państwa i biurokracji, uzasadniają swe roszczenia, powołując się na historyczne prawo, czyli na prawo podboju i przedawnienia z jednej strony, z drugiej zaś - na rzekomą wyższość swojej kultury. Wykażemy jeszcze, jak daleko sięgają ich roszczenia; obecnie rozważymy postulaty Niemców austriackich, choć niezmiernie trudno je oddzielić od roszczeń ogólnoniemieckich.

Niemcy austriaccy w ostatnich latach uświadomili sobie z bólem serca, że muszą się wyrzec, przynajmniej na jakiś czas, zwierzchnictwa nad Węgrami, którym przyznali wreszcie prawo do niepodległego bytu. Spośród wszystkich narodów cesarstwa austriackiego Węgrzy są, oprócz Niemców, narodem najwięcej przywiązanym do idei państwa: mimo najbardziej okrutnych prześladowań i bezwzględnych środków, za pomocą których rząd austriacki w ciągu dziewięciu lat, od 1850 do 1859 roku, usiłował złamać ich opór, nie tylko nie wyrzekli się swej niepodległości, lecz ponadto bronili zwycięsko swego prawa, ich zdaniem równie historycznego, mianowicie prawa przewodzenia wszystkim innym narodom królestwa węgierskiego, mimo że sami stanowią niewiele ponad trzecią część jego ludności. (3)

W ten sposób niefortunne cesarstwo austriackie rozpadło się na dwa państwa o niemal równej sile, połączone jedynie osobą wspólnego monarchy - na państwo cislejtańskie, czyli słowiańsko-niemieckie, z 20 500 000 mieszkańców (w tym 7 200 000 Niemców i Żydów, 11 500 000 Słowian i około 1 800 000 Włochów oraz innych narodowości), i na państwo translejtańskie, węgierskie, czyli węgiersko-słowiańsko-rumuńsko-niemieckie.

Jest rzeczą godną uwagi, że ani jednemu z tych dwóch państw ich skład ludnościowy nie może w najmniejszym stopniu ani dziś, ani na przyszłość zapewnić jakiejkolwiek siły.

W państwie węgierskim, mimo liberalnej konstytucji i niewątpliwej sprawności rządów, walka ras, najcięższa z chorób toczących monarchię austriacką, bynajmniej nie wygasła. Większa część ludności podporządkowanej Węgrom nie lubi ich i nigdy się nie zgodzi dźwigać dobrowolnie ich jarzma. Wskutek tego nieustannie walczy z Węgrami, przy czym Słowianie znajdują oparcie u Słowian tureckich, Rumuni zaś u braterskiej ludności Wołoszczyzny, Mołdawii, Besarabii i Bukowiny. Węgrzy stanowią zaledwie trzecią część ludności cesarstwa i chcąc nie chcąc muszą szukać poparcia i opieki w Wiedniu, cesarski zaś Wiedeń, który nie może strawić myśli o oderwaniu się Węgrów od imperium, żywi, podobnie jak wszystkie zgrzybiałe i ginące dynastie, skrytą nadzieję na cudowne odzyskanie utraconej potęgi. Cieszą go wewnętrzne waśnie, które nie pozwalają okrzepnąć królestwu węgierskiemu. Toteż potajemnie roznieca w Słowianach i Rumunach nastroje antywęgierskie. Węgierscy władcy i mężowie stanu wiedzą o tym i ze swej strony w zamian utrzymują tajne kontakty z księciem Bismarckiem, który ubiega się o względy Węgrów, w przekonaniu, że wojna przeciwko austriackiemu imperium, skazanemu na zagładę, jest nieunikniona.

Sytuacja państwa cislejtańskiego, czyli niemiecko-słowiańskiego bynajmniej nie jest lepsza. Tutaj około siedmiu milionów Niemców, włączając w to Żydów, rości pretensje do władzy nad jedenastoma i pół milionami Słowian.
Oczywiście, dziwne są to roszczenia. Można powiedzieć, że już w zamierzchłej przeszłości Niemcy uznali za swą historyczną misję podbój krajów słowiańskich. Pragną je zniszczyć, ujarzmić i cywilizować, to znaczy zgermanizować Słowian, czyli uczynić z nich mieszczańskich filistrów. Takie jest historyczne źródło wzajemnej głębokiej nienawiści obu tych plemion, uwarunkowanej szczególną sytuacją każdego z nich.

Słowianie nienawidzą Niemców, jak wszystkich zwycięzców nienawidzą narody zwyciężone, które pozostają niezłomne duchem i nie mogą pogodzić się z utratą niepodległości. Niemcy nienawidzą Słowian, gdyż zwykle panowie nienawidzą swoich niewolników; nienawidzą z powodu ich nienawiści, na którą wszak zasłużyli; nienawidzą za ten mimowolny i nieustanny strach, jaki budzą w nich właściwe Słowianom cechy: niegasnąca myśl i niezniszczalna nadzieja wyzwolenia.

Jak wszyscy zaborcy i ciemięzcy, którzy podbijają inne narody, Niemcy bezpodstawnie nienawidzą Słowian, niesłusznie nimi pogardzają. Powiedzieliśmy, za co ich nienawidzą; gardzą zaś nimi tylko dlatego, że Słowianie nie mogli i nie chcieli dać się zniemczyć. Jest godne uwagi, że Prusacy serio czynią Niemcom austriackim gorzkie wyrzuty i obwiniają rząd austriacki niemal o zdradę, ponieważ nie potrafił zniemczyć Słowian. Uważają oni, zresztą z ich punktu widzenia zupełnie słusznie, iż jest to największe przestępstwo przeciw ogólnoniemieckim patriotycznym interesom, sprzeczne z ideą pangermanizmu.

Słowianie austriaccy, z wyjątkiem Polaków, pod grozą prześladowań, a właściwie już powszechnie prześladowani, a jednak jeszcze nie złamani przez nienawistny im pangermanizm, przeciwstawili mu inną ideę, jeszcze bardziej odrażającą i niedorzeczną, ideę ludobójczą, sprzeczną z zasadami wolności - panslawizm. (4)

Nie twierdzę bynajmniej, że wszyscy Słowianie w Austrii, nawet prócz Polaków, hołdują tej idei, równie potwornej jak niebezpiecznej. (Nawiasem mówiąc, zyskała ona niewielką sympatię pośród Słowian tureckich, mimo wszelkich knowań agentów rosyjskich nieustannie wśród nich działających). Prawdą jest jednak, że wielu spośród austriackich Słowian oczekuje wybawienia i wybawiciela z Petersburga. Straszliwa, a ponadto zupełnie usprawiedliwiona nienawiść doprowadziła ich do takiego szaleństwa, że niepomni czy też nieświadomi wszystkich nieszczęść, jakie znosiła Litwa, Polska, Małoruś, a nawet sam lud wielkoruski pod jarzmem moskiewskiego i petersburskiego despotyzmu, spodziewają się, że wybawi ich nasz wszechrosyjsko-carski bat!
Nie należy się dziwić, że tak niedorzeczne nadzieje mogły się zrodzić w masach słowiańskich. Masy te nie znają historii, nie znają też sytuacji wewnętrznej w Rosji; słyszały tylko, że na urągowisko i na przekór Niemcom powstało ogromne, rzekomo czysto słowiańskie imperium, tak potężne, iż drżą przed nim sami tak nienawistni im Niemcy. Niemcy drżą, więc Słowianie powinni się cieszyć; Niemcy nienawidzą, więc Słowianie powinni kochać.

Wszystko to rzecz naturalna, ale dziwnie smutna i trudna do wybaczenia. Jak mogła powstać wśród klasy oświeconej w austriacko-słowiańskich krajach partia kierowana przez ludzi rzekomo doświadczonych, rozumnych, znających się na rzeczy, partia otwarcie propagująca panslawizm, w której jedni wierzą w wyswobodzenie plemion słowiańskich przy pomocy potężnej interwencji cesarstwa rosyjskiego, drudzy zaś nawet marzą o utworzeniu wielkiego cesarstwa słowiańskiego pod berłem rosyjskiego cara.

Zwróćmy uwagę, jak głęboko ta przeklęta cywilizacja niemiecka, burżuazyjna w swej istocie, a więc państwowa, zdołała przeniknąć nawet w duszę patriotów słowiańskich. Urodzili się oni w zniemczonym burżuazyjnym społeczeństwie, kształcili się w niemieckich szkołach i uniwersytetach, przyzwyczaili się myśleć, czuć i pragnąć po niemiecku i staliby się Niemcami, gdyby cel, do którego dążą, nie był antyniemiecki. Wzorując się na niemieckich metodach i stosując niemieckie środki pragną wyzwolić Słowian spod germańskiego jarzma. Wychowani w niemieckim duchu, myślą, że jest tylko jedna droga prowadząca do wyzwolenia, a mianowicie, że należy stworzyć kilka państw słowiańskich lub też jedno słowiańskie mocarstwo. Jest to rdzennie niemiecka idea, ponieważ scentralizowane, biurokratyczne i policyjno-militarne państwo współczesne, takie jak na przykład cesarstwo niemieckie lub wszechrosyjskie, jest tworem na wskroś niemieckim. Dawniej w Rosji była w nim domieszka elementu tatarskiego, ale dzięki uprzejmości tatarskiej i w Niemczech teraz coś takiego się znajdzie.

Z natury swej Słowianie są plemieniem zdecydowanie niepolitycznym, tj. niepaństwowym. Czesi na próżno wspominają swoje wielkie cesarstwo morawskie, Serbowie zaś - cesarstwo Duszana. Były to efemeryczne lub zgoła legendarne twory. Prawdą jest, że ani jedno plemię słowiańskie samodzielnie nie stworzyło państwa.
Polska Rzeczpospolita monarchiczna powstała pod auspicjami germańskimi i łacińskimi, po całkowitej klęsce wiejskiego ludu (chłopstwa), w chwili gdy został on poddany niewolniczemu jarzmu szlachty, która - według świadectwa i opinii wielu polskich historyków oraz pisarzy (między innymi Mickiewicza) - nie była nawet słowiańskiego pochodzenia.

Królestwo Bohemii, czyli czeskie, zostało stworzone na obraz i podobieństwo cesarstwa niemieckiego, pod bezpośrednim wpływem Niemców, wskutek czego tak wcześnie stało się organiczną, nierozdzielną częścią cesarstwa niemieckiego.

Jeżeli zaś chodzi o historię powstania państwa wszechrosyjskiego, jest ona powszechnie znana. Brały w niej udział i tatarski bat, i bizantyjskie błogosławieństwo, i niemiecka urzędniczo-wojskowa i policyjna kultura. Jeśli nieszczęsny naród wielkorosyjski, a później i inne włączone do Rosji narody: małoruski, litewski i polski, uczestniczyły w tworzeniu imperium, to tylko w tym sensie, że budowano je na ich grzbietach.
Nie ma żadnej wątpliwości, że Słowianie nigdy samodzielnie i z własnej inicjatywy nie zbudowali państwa, nie byli bowiem plemieniem zaborczym. Jedynie zaborcze narody tworzą państwo, a tworzą je siłą rzeczy z korzyścią dla siebie, a ze szkodą dla podbitych narodów.

Słowianie byli spokojnym, rolniczym plemieniem. Duch wojowniczy, który ożywiał plemiona germańskie, był im obcy, z tegoż właśnie powodu była im również obca idea państwowości, od niepamiętnych czasów nurtująca ludy germańskie. Żyjąc w niezależnych od siebie, oddzielnych gminach, w których według obyczaju patriarchalnego władzę sprawowali wybrani przez wszystkich członków wspólnoty starcy, korzystali na równych prawach z gminnej ziemi. Nie wiedzieli oni, co to jest szlachta, nie wytworzyli nawet oddzielnej kasty kapłanów, wszyscy byli między sobą równi; w ten sposób urzeczywistniali ideę ludzkiego braterstwa, choć realizowała się ona w patriarchalnej, a więc jeszcze niedoskonałej postaci. Gminy nie posiadały stałych kontaktów politycznych. Gdy jednak zagrażało wspólne niebezpieczeństwo, na przykład atak obcego plemienia, zawierały tymczasowy sojusz obronny; skoro jednak niebezpieczeństwo mijało, zrywała się wątła nić politycznej więzi. Nie istniało zatem i nie mogło istnieć państwo słowiańskie. Istniała natomiast społeczna, braterska więź plemion słowiańskich, przejawiająca się w ich gościnności.

Jest rzeczą naturalną, że tak zorganizowani Słowianie musieli okazać się bezbronni wobec napastniczych i zaborczych plemion wojowniczych, zwłaszcza wobec Germanów, którzy usiłowali podbić wszystkie ludy. Niektóre z plemion słowiańskich zostały wytępione, większa zaś ich część - podbita przez Turków, Tatarów, Węgrów, a przede wszystkim przez Niemców.

W drugiej połowie X wieku rozpoczynają się męczeńskie dzieje ich niewoli, nie tylko męczeńskie, lecz również i bohaterskie. Wiele krwi przelali Słowianie za swoją wolność podczas nieustannej i zaciętej walki toczonej przez wiele wieków przeciwko zaborcom. Pierwsze fakty odnoszą się do XI wieku; są to: powszechne powstanie pogan słowiańskich, osiadłych między Odrą, Elbą a Morzem Bałtyckim, przeciwko niemieckim rycerzom i kapłanom, oraz równie znamienny bunt chłopów wielkopolskich przeciwko panowaniu szlachty. Aż do XV wieku trwała cicha, niedostrzegalna, lecz nieustanna walka Słowian zachodnich z Germanami, Słowian południowych z Turkami, Słowian północno-wschodnich z Tatarami.

W wieku XV wybuchła wielka, zwycięska, na wskroś ludowa rewolucja husytów czeskich. Nie wnikając w treść ich religijnych zasad, które, warto tylko mimochodem zaznaczyć, były nieporównanie bliższe zasadom ludzkiego braterstwa i wolności niż katolickie, a następnie protestanckie dogmaty, zwrócimy uwagę na czysto społeczny i antypaństwowy charakter tej rewolucji. Był to bunt słowiańskiej gminy przeciwko państwu niemieckiemu.

W wieku XVII wskutek licznych zdradzieckich aktów na pół zniemczonego mieszczaństwa husyci ponieśli ostateczną klęskę. Niemal połowa ludności czeskiej została wymordowana, ziemie oddane niemieckim kolonistom. Niemcy, a wraz z nimi jezuici zatryumfowali, świat zaś zachodniosłowiański w ciągu przeszło dwóch stuleci po tej krwawej klęsce milczał biernie pod uciskiem katolickiego Kościoła i zwycięskich Germanów. W tym samym czasie południowi Słowianie wiedli niewolniczy, uciśniony żywot pod jarzmem węgierskim lub też tureckim. Na północnym wschodzie natomiast słowiański bunt zaczął narastać w imię ludowych wspólnot.

Pomijając nawet rozpaczliwą walkę Wielkiego Nowogrodu, Pskowa i innych dzielnic z carami moskiewskimi w XVI wieku, także pospolite ruszenie wielkorosyjskiego ziemstwa przeciwko królowi polskiemu, jezuitom, bojarom moskiewskim i w ogóle przeciwko panowaniu Moskwy w początkach XVII wieku, przypomnieć należy o słynnym powstaniu ludności małoruskiej i litewskiej, która stawiła czoło szlachcie polskiej, oraz o jeszcze bardziej śmiałym powstaniu chłopstwa znad Wołgi pod dowództwem Stiepana Razina; i wreszcie, w sto lat później, o równie znamiennym buncie Pugaczowa. Wszystkie te na wskroś ludowe ruchy, powstania i bunty charakteryzują się tą samą nienawiścią do państwa, wszystkie dążą do stworzenia wolnego chłopskiego świata gminnej wspólnoty.

Wreszcie wiek XIX rozbudził, i to jest jego charakterystyczną cechą, narodowego ducha słowiańskiego. Czyż trzeba wspominać o Polsce? Ona nigdy nie zapadała w letarg, ponieważ od czasu zbójeckiego rozbioru, który pozbawił ją wolności, co prawda nie ludowej, lecz szlacheckiej i państwowej, od czasu rozbiorów dokonanych przez trzy zaborcze mocarstwa nie przestawała walczyć bez względu na poczynania Murawjowów i Bismarcków, i dopóty będzie walczyła, dopóki bunt jej nie przyniesie wolności. Niestety, rządzące Polską partie polityczne, dotychczas przeważnie szlacheckie, nie potrafiły wyrzec się swego państwowego programu i zamiast szukać wyzwolenia i odrodzenia swej ojczyzny w rewolucji socjalnej, usiłują w myśl dawnych tradycji osiągnąć cel bądź w oparciu o pomoc jakiegoś Napoleona, bądź w sojuszu z jezuitami i feudałami austriackimi.

W naszym stuleciu natomiast ocknęli się również zachodni i południowi Słowianie. Czechy - wbrew wszelkim niemieckim poczynaniom o charakterze politycznym, policyjnym i cywilizacyjnym - rozbudziły się po trzywiekowym śnie i jako kraj czysto słowiański stały się naturalnym ośrodkiem całego zachodnio-słowiańskiego ruchu. Takim samym ośrodkiem ruchu południowosłowiańskiego stała się turecka Serbia.
Z odrodzeniem słowiańskich plemion łączyły się jednak zagadnienia niezwykłej wagi i, rzec można, o decydującym znaczeniu.

W jaki sposób powinno urzeczywistnić się odrodzenie Słowiańszczyzny? Czy według starych wzorów poprzez hegemonię państwa, czy też poprzez rzeczywiste wyzwolenie wszystkich narodów, przynajmniej europejskich, poprzez pełne wyzwolenie całego europejskiego proletariatu z jarzma niewoli, przede wszystkim zaś z jarzma narzuconego przez państwo?

Czy Słowianie powinni i czy mogą wyzwolić się z wrogiej, w pierwszym rzędzie niemieckiej, najbardziej nienawistnej niewoli przez stosowanie niemieckich metod podbojów i zaborów oraz przez zmuszanie zwyciężonych mas ludowych do wiernopoddańczej, tak znienawidzonej uległości, z tą tylko różnicą, że dawniej wymagali jej Niemcy, a dziś musieliby jej wymagać Słowianie? Czy też powinni dążyć do solidarnego powstania całego europejskiego proletariatu, do Rewolucji Socjalnej?

Cała przyszłość Słowian zależy od tego, jaką wybiorą drogę. A jaką właściwie wybrać powinni?

W moim przekonaniu, postawienie tego problemu już rozstrzygnęło o jego rozwiązaniu. Wbrew bardzo mądrej maksymie króla Salomona, że to, co minęło, nigdy nie powróci, we współczesnym państwie urzeczywistnia się w pełni prastara idea władzy, tak jak w chrześcijaństwie - które jest ostatnią formą wierzeń religijnych, czyli religijnej niewoli - państwo biurokratyczne, militarno-policyjne i scentralizowane, które z konieczności, z samej swej istoty jest zaborcze, dąży do podboju, do ujarzmienia wszystkiego, co wokół niego istnieje, żyje, porusza się, oddycha; a więc państwo, którego ostatnie wcielenie stanowi cesarstwo pangermańskie, stało się przeżytkiem. Dni jego są policzone i wszystkie narody spodziewają się, że jego upadek przyniesie im ostateczne wyzwolenie.

Czyżby Słowianom było sądzone na powyższe pytanie dawać odpowiedź podyktowaną przez nienawiść do ludzi i do narodów, tę odpowiedź, którą już potępiła historia? W jakim celu mieliby tak uczynić? Nie przyniosłoby to im zaszczytu; przeciwnie - zbrodnia ta okryłaby ich hańbą i ściągnęłaby na nich przekleństwa współczesnych i przyszłych pokoleń. Czy Słowianie pozazdroszczą Niemcom słusznej nienawiści, jaką okazują im wszystkie inne narody Europy? Czy też powinni odegrać rolę Boga całego świata? Do licha ze Słowianami i z ich przyszłą sławą wojenną, jeżeli po wieloletniej niewoli, mękach znoszonych w milczeniu, mieliby zaprząc ludzkość w nowe jarzmo niewoli.

Jaką mieliby Słowianie z tego korzyść? Cóż za korzyść może przynieść słowiańskim masom ludowym utworzenie wielkiego słowiańskiego państwa. Istnienie państw tego typu jest niewątpliwie korzystne, ale bynajmniej nie dla wielomilionowego proletariatu, lecz tylko dla uprzywilejowanej mniejszości, dla księży, szlachty, burżuazji, ponadto jeszcze dla intelektualistów, czyli tych, którzy powołując się na swą patentowaną uczoność i rzekomą wyższość umysłową, uważają, że są powołani kierować masami; państwo takie jest korzystne dla kilku tysięcy ciemiężycieli, katów i wyzyskiwaczy proletariatu, ale dla samego proletariatu, dla mas robotniczych stanowi źródło ucisku. Im bardziej zaś granice państwa są rozległe, tym cięższe są w nim łańcuchy i tym ciaśniejsze więzienia.

Powiedzieliśmy już i dowiedliśmy, że żadne społeczeństwo nie może istnieć trwale jako państwo, jeżeli nie stanie się państwem zaborczym. Konkurencja, która sprawia, że w dziedzinie ekonomiki wielkie kapitały, fabryki, majątki i domy handlowe niszczą i pochłaniają niewielkie, a nawet średnie kapitały, fabryki, posiadłości ziemskie i domy handlowe, ta sama konkurencja niszczy małe i średnie państwa oddając je na łup imperiów. Każde państwo, jeżeli chce istnieć nie tylko na papierze, nie tylko dzięki łaskawej tolerancji sąsiadów, lecz istnieć rzeczywiście, suwerennie i niezależnie - musi się stać państwem zaborczym.

Państwo zaborcze jest zmuszone utrzymywać przemocą w zależności wiele milionów innych narodów. Musi więc posiadać potężne siły wojskowe. Tam zaś, gdzie tryumfuje siła wojskowa, tam koniec wolności! Zwłaszcza pożegnać się musi z wolnością i pomyślnością lud roboczy. Stąd wniosek, że stworzenie wielkiego państwa słowiańskiego równałoby się stworzeniu olbrzymiego więzienia dla ludów słowiańskich.

Zwolennicy idei państwa słowiańskiego mogą nam jednak odpowiedzieć: "Nie pragniemy bynajmniej, aby powstało jedno, wielkie państwo słowiańskie, my chcemy zorganizować kilka czysto słowiańskich państw średniej wielkości, widząc w nich rękojmię niezawisłości naszych narodów". Pogląd ten jest sprzeczny zarówno z logiką, jak i z faktami historycznymi, z rzeczywistością: żadne państwo średniej wielkości nie może obecnie istnieć samodzielnie. Znaczy to tyle, że albo nie będą istnieć poszczególne państwa słowiańskie, albo też powstanie jedno olbrzymie i wszystko pochłaniające państwo panslawistyczne, sanktpetersburskie państwo bata.
Czy państwo słowiańskie może stawić czoło nowej potędze olbrzymiego pangermańskiego imperium, jeżeli nie będzie równie olbrzymie i równie potężne? Nigdy nie należy liczyć na zgodne współdziałanie wielu oddzielnych państw, nawet związanych wspólnymi interesami. Po pierwsze, siły połączone, powstałe ze związku różnorodnych organizacji i sił - choćby nawet pod względem ilościowym były większe niż siły przeciwników - zawsze będą słabsze, gdyż nie są jednorodne; organizacja posłuszna jednej myśli, jednej woli jest silniejsza i prostsza. Po drugie, nigdy nie należy oczekiwać zgodnego współdziałania wielu różnych państw, nawet wówczas, gdy wymagają tego ich własne interesy. Sprawujący rządy, tak jak zwyczajni śmiertelnicy, są w większej części dotknięci ślepotą, która przeszkadza im dostrzec istotne potrzeby określone daną sytuacją i odróżnić je od pasji i interesów chwilowych.

W roku 1863 bezpośrednie interesy Francji, Anglii, Szwecji i nawet Austrii nakazywały im wystąpić w obronie Polski przeciw Rosji, nikt jednak tego nie uczynił. W 1864 roku jeszcze bardziej bliskie i bezpośrednie interesy Anglii, Francji, zwłaszcza Szwecji, a nawet Rosji wymagały interwencji w sprawie Danii, której groził prusko-austriacki, a raczej prusko-niemiecki zabór - i znowu nikt się za Danią nie ujął. Wreszcie, w 1870 roku Anglia, Rosja i Austria, nie mówiąc już o małych północnych państewkach, powinny były również w swoim oczywistym interesie powstrzymać tryumfalny pochód prusko-niemieckich wojsk na Francję, które dotarły aż do Paryża i niemal do południowych granic kraju; ale i tym razem nikt tego nie uczynił, i dopiero gdy powstała nowa, groźna dla wszystkich potęga niemiecka, państwa europejskie zrozumiały poniewczasie, że interwencja była konieczna.

Trudno liczyć na to, by sąsiadujące państwa kierowały się właściwie pojętymi interesami, trzeba więc zdać się na własne siły, które powinny przynajmniej być równe siłom przeciwnika. Przeto ani jedno słowiańskie państwo, wzięte z osobna, nie będzie w stanie przeciwstawić się naporowi imperium pangermańskiego.

Czy jednak pangermańskiej centralizacji nie będzie można przeciwstawić panslawistycznej federacji, czyli związku niezależnych słowiańskich państw bądź stanów w rodzaju Stanów Zjednoczonych Ameryki lub Szwajcarii? Również i na to pytanie musimy dać odpowiedź przeczącą.

Po pierwsze, warunkiem powstania tego rodzaju związku jest upadek cesarstwa wszechrosyjskiego, jego rozpad na szereg wzajemnie od siebie niezależnych państw, złączonych tylko więzią federacji. To warunek konieczny, ponieważ jest nie do pomyślenia, aby małe lub nawet średnie słowiańskie państwa mogły zachować niepodległość i wolność wobec tak olbrzymiego cesarstwa.

Załóżmy nawet, że cesarstwo petersburskie rozpadnie się na większą lub mniejszą ilość wolnych stanów i że Polska, Czechy, Serbia, Bułgaria itd., jako państwa niepodległe, utworzyłyby wraz z nimi wielką słowiańską federację. Twierdzimy, że również i w tym przypadku federacja nie będzie w stanie walczyć ze scentralizowanym państwem pangermańskim z tej prostej przyczyny, że przewaga wojskowo-państwowa będzie zawsze po stronie centralizacji.

Federacja stanów może w pewnej mierze gwarantować wolność burżuazyjną, ale nie może stworzyć siły państwowo-wojskowej dlatego właśnie, że jest federacją; aby państwo było silne, musi być scentralizowane. Być może, oponenci wskażą nam przykład Szwajcarii i Stanów Zjednoczonych Ameryki. Lecz właśnie Szwajcaria, aby wzmocnić swą militarną i państwową silę, zmierza obecnie jawnie ku centralizacji, a federacja Północnej Ameryki jest możliwa jedynie dlatego, że na kontynencie amerykańskim wielka republika nie sąsiaduje z żadnym potężnym scentralizowanym państwem, takim jak Rosja, Niemcy lub Francja.

Przypisy

3) Ludność królestwa węgierskiego wynosi: 5 500 000 Węgrów, 5 000 000 Słowian, 2 700 000 Rumunów, 1 800 000 Żydów i Niemców oraz około 500 000 Innych narodów - razem 15 500 000 mieszkańców. (przyp. autora)

4) Jestem równie zdecydowanym wrogiem panslawizmu, jak pangermanizmu, zamierzam przeto w jednej ze swych przyszłych książek poświęcić temu, moim zdaniem, nader ważnemu zagadnieniu oddzielną rozprawę. Obecnie powiem tylko, że uważam za święty obowiązek rosyjskiej młodzieży rewolucyjnej, którego spełnienie nie cierpi zwłoki, by ze wszystkich sił i wszelkimi możliwymi środkami przeciwdziałała propagandzie panslawistycznej uprawianej w Rosji, zwłaszcza na ziemiach słowiańskich, przez urzędników państwowych, rzekomych zwolenników idei slowianofilstwa, lub przez oficjalnych agentów rosyjskich. Starają się oni przekonać nieszczęsnych Słowian, że petersburski słowiański car pała gorącą ojcowską miłością do braci Słowian i że nikczemne, pełne nienawiści do ludu, z którego krwi żyje, imperium wszechrosyjskie, które zdławiło Małoruś i Polskę, a część Polski sprzedało Niemcom - może i pragnie oswobodzić kraje słowiańskie z niewoli niemieckiej. I to mają odwagę tak twierdzić w tym czasie, kiedy gabinet petersburski w sposób jawny sprzedaje i oddaje w ręce Bismarcka całe Czechy i Morawy w zamian za obiecaną pomoc na Wschodzie! (przyp. autora)

 

Proletariat a państwo współczesne | Nieuchronność Rewolucji Socjalnej | Pangermanizm a panslawizm | Słowianie a organizacja państwowa | Dążenie do hegemoni mocarstw europejskich | Państwo rosyjskie a wyzwolenie Słowian | Ustanowienie imperium pangermańskiego | Niemiecki liberalizm | Metafizyka a rewolucja



[strona główna] [biografia] [pisma] [opracowania] [ikonografia] [bibliografia] [odnośniki] [redakcja]
Strony Internetowe Trojka Design  © 2001-2013 rozbrat.org