Michał Bakunin

List do sióstr Tatiany i Barbary

Nota redakcyjna
Podobnie jak poprzedni (z 26 lutego 1835 r.) list ten pochodzi z fichteańskiego okresu w rozwoju myślowym młodego Bakunina. Wykładnia poglądów Fichtego jest tu jednak w znacznie większym stopniu przeniknięta mistycyzującą ją terminologią religijną.

Tekst za Michał Bakunin "Pisma Wybrane" t. 1, s. 88 - 97. List przełożył Bolesław Wścieklica. Publikacja w wersji elektronicznej: Anarchistyczne Archiwa 2006.

10 sierpnia roku 1836. Twer

Taniuszko, mój wspaniały, zachwycający Przyjacielu, nie domyślasz się wcale, jakie wrażenie wywarł na mnie Twój list. Z pewnością nie odczuwasz tego słodkiego, harmonijnego szczęścia, jakiego doświadczyłem czytając go. I Ty pytasz mnie jeszcze, czy potrzebna mi jest Twoja przyjaźń, Wasza przyjaźń, czy może przyczynić się do mego szczęścia! To znaczy, że sama nie czujesz, nie widzisz, że odsunięcie się od Was jest dla mnie równoznaczne z oderwaniem się od tego, co stanowi jedyny wyraz mego życia wewnętrznego? Nareszcie znalazłem tę boską harmonię w mojej rodzinie, znalazłem ten czysty i święty spokój, ten spokój tak pełen energii, tak pełen miłości, ten spokój tak pełen przyszłości, której w nim szukałem. A więc należycie do mnie, a więc jesteście moimi siostrami nie tylko zgodnie z instynktownymi prawami natury - o, nie, lecz także zgodnie z życiem naszych pokrewnych dusz, na mocy tożsamości naszych wiecznych celów.
[Dotąd w oryginale po francusku; od tego miejsca po rosyjsku. - Red. oryginału.]

O, nie obawiam się teraz świata zewnętrznego! Znalazłem w nim to, co było mi niezbędne; znalazłem w nim więcej, niż on zwykle daje: oddźwięk Waszych serc, miłość bezinteresowną, świętą, znalazłem w nim złote dusze, które także nie są z tego świata, które należą do wieczności. O, niechże teraz wszystkie niedole zewnętrzne, wszystkie zewnętrzne przeszkody, zebrane w jedno, niechże doświadczą swej mocy nade mną - nie obrócą one wniwecz mej szczęśliwości. Szczęśliwość moja jest poza zasięgiem ich wpływu, jest nie z tego świata. Moje życie wewnętrzne jest nieugięte, bo oparte nie na marnych oczekiwaniach, nie na zewnętrznych nadziejach na zewnętrzną pomyślność, o nie; jego fundament - to wieczne przeznaczenie człowieka, boska jego natura. Zewnętrzne me życie też nie boi się prób; mieści się ono w Waszej miłości, a miłość Wasza jest tak samo wieczna jak nasze przeznaczenie. O, nie boję się teraz zewnętrznego świata, znajdę środki do spełnienia mych przewidywań, urzeczywistnienia planów. Teraz nie jestem sam, dusza moja powiększyła się o Wasze dusze, życie moje rozszerzyło się o Wasze życie, miłość moja uświęcona została Waszą świętą, bezinteresowną miłością. I Ty pytasz mnie jeszcze, czy niezbędna mi jest Wasza miłość! To ona mnie uszlachetniła, wywyższyła, zrobiła mnie godnym mego przeznaczenia, to ona zbliżyła mnie do mego nieskończonego celu. Miłość - to ta potężna laska proroka, która wydobywa żywą wodę ze skały. Tak, jestem bardziej szczęśliwy, niż na to zasłużyłem; teraz spoczywa na mnie większy obowiązek niż kiedykolwiek; upajani się tym niezasłużonym szczęściem i powinienem dopiero zasłużyć sobie na szczęśliwość ofiarowaną mi już przez Opatrzność. Tak, rozumiem włożony na mnie święty obowiązek, spełnię go; jestem silniejszy niż kiedykolwiek, pokrzepiony Waszą miłością!

Przyjaciele moi, ziemia nie jest już więcej naszą ojczyzną, szczęście nasze jest w niebiosach, życie nasze - w niebiosach, poruszenia dusz naszych nie szukają ziemi, nie szukają jej rozkoszy, o nie, one zapoznały się bliżej z prawdziwymi rozkoszami, toteż są obojętne na wszystko, co ziemskie. Przyjaciele moi, religia nasza jest bezgraniczna, ona mieści w sobie wszystko, co piękne, co szlachetne, nie sympatyzuje tylko z tym, co zwierzęce, z tym, co martwe. Religia nasza daje życie wszystkiemu, przecie to ona właśnie uświęca gorące uczucia i wzniosłe zamysły; sztuka, nauka, wszystko, co jest szlachetnego w człowieku, wszystko, co może poruszyć jego duszę - wszystko to od niej pochodzi, wszystko to, uświęcone świętym chrztem miłości nieziemskiej, boskiej, powinno zwiastować nieskończone zbliżenie się boskiego człowieczeństwa do boskiego celu, do bezkresnego i przedwiecznego końca i początku wszelkiego istnienia. Przyjaciele moi, moja religia uczyniła serca nasze bezkresnymi, dała nam miłość, miłość całej ludzkości, naszą miłość osobistą, nasze osobiste życie, dążące do znalezienia ujścia w miłości absolutnej, w życiu bezkresnym.

W tej chwili nikogo nie nienawidzę, wszystkich błogosławię. Żałujmy tych, co nie osiągnęli jeszcze naszej szczęśliwości, będziemy nienawidzić tylko zła, a nie nieszczęsnych ofiar zła; to przecie ludzie, chociaż nie dojrzali jeszcze, oni też mają prawo do dziedzictwa boskiego, oni sami się go pozbawiają, są nieszczęśliwi - żałujmy ich, natężmy swe siły, aby wyrwać ich z tej sfery śmierci i apatii. Niepowodzenia nie powinny doprowadzać do rozpaczy: wola, skoro jest moralna, jest wszechpotężna. Wola moralna człowieka to wola boska i nic nie może powstrzymać wykonania jej planów.

A zatem, przyjaciele moi, zawładnąwszy światem moralnym, zawładnęliśmy równocześnie wszechmocą. Chcemy Dobra, i Dobro musi się spełnić bez względu na wszystkie przeszkody ze strony Zła. Rozszerzać coraz bardziej sferę naszej działalności, a wraz z nią i sferę naszej miłości, naszej szczęśliwości, oczyszczać nasze dusze od wszystkiego, co ziemskie, i nieustannie je uszlachetniać, uczynić z nich dostojne ołtarze poświęcone Miłości bezkresnej, przenosić bezkresne niebo naszych dusz na zewnątrz i wznosić tym sposobem ziemię do nieba, zawsze urzeczywistniać w świecie zewnętrznym idee piękna, tego, co wzniosłe i szlachetne, zawsze dążyć do świętej harmonii świata wewnętrznego z zewnętrznym i być związanym wspólnym celem, wspólnymi nadziejami, wspólną świętą miłością, wiecznie wzmagać, oczyszczać naszą miłość osobistą, naszą osobistą szczęśliwość - oto nasze przeznaczenie. Przyjaciele moi! Co może powstrzymać Was, co może doprowadzić do rozpaczy? Zewnętrzne, przejściowe cierpienia nie mogą zgnębić świadomej duszy, wręcz przeciwnie, oczyszczają i uszlachetniają ją. Nigdy człowiek nie jest tak zdolny do przyjęcia prawdy, jak w usposobieniu smutnym i pełnym udręki. W smutku daje o sobie znać wieczność, zamknięta w tym, co skończone, smutek - to najwznioślejszy przejaw boskości człowieka. Ale smutek musi być świadomy, wtedy tylko przekształca się w błogosławieństwo. Straszny jest tylko dla tego, kto nie żył życiem duchowym, kto nie zna jeszcze nieba. Kto nie cierpiał, ten nie może prawdziwie kochać, bo cierpienie jest aktem wyzwolenia człowieka od wszystkich zewnętrznych oczekiwań, od przywiązania do instynktownych, nieświadomych rozkoszy. A zatem, kto nie cierpiał, ten nie jest wolny, a bez wolności nie ma miłości, bez miłości nie ma szczęścia, nie ma błogości!
[Odtąd znów w oryginale po francusku. - Red. oryginału.]

Tak więc, moja dobra Basieńko, niech Twoje zewnętrzne nieszczęście nie doprowadza Cię do rozpaczy. Wprost przeciwnie, powinno być ono podstawą Twego szczęścia. Twego prawdziwego, boskiego szczęścia, niedostępnego jakiejkolwiek profanacji. Nieszczęście Twoje uświęca Cię, mój dobry Przyjacielu; wyniesie Cię ku niebu i uświęci Ciebie, jeżeli określisz je w swojej świadomości. Niech religia stanie się podstawą i istotą Twego życia i Twych uczynków, ale niech to będzie czysta i jedynie prawdziwa religia boskiego rozumu i boskiej miłości, a nie ta religia, którą Ty wyznawałaś przedtem, nie ta religia, która usiłowała odseparować Cię od wszystkiego, co stanowi treść i życie prawdziwie moralnej egzystencji; nie ta ograniczona idea jakiegoś kapryśnego Boga, nie to ciasne, lodowate uczucie, które negowało wszystko, co piękne zarówno w świecie moralnym, jak umysłowym, i które groziło, że pogrążysz się w pożałowania godnej sferze działań bez idei i zmysłów bez miłości; wreszcie nie ta religia, co mogła tylko zabić duszę, tak płomienną i tak spragnioną miłości i wzniosłości, jak Twoja, religia, której nie mogła ożywić żadna moralna siła i której nie można zupełnie pogodzić z prawdziwą miłością. Nie, drogi przyjacielu, niech Cię przeniknie prawdziwa religia, religia Chrystusa, czysta, nieskalana jeszcze dotknięciem tych, co - żeby ją zrozumieć - koniecznie muszą zniżyć ją do swego poziomu. Przyjrzyj się Chrystusowi, mój drogi przyjacielu, on tak cierpiał, nie zaznał nawet radości, którą mogło mu dać zrozumienie tych, co go otaczali, a jednak był szczęśliwy, albowiem był Synem Bożym, albowiem życie jego było na wskroś boskie, pełne wyrzeczeń, albowiem robił wszystko dla ludzkości i znajdował zadowolenie, rozkosz w narodzeniu Swego materialnego ja i w zbawieniu całej ludzkości. On jest Synem Bożym, bo należy do całej ludzkości, jest synem człowieczym, [Właściwie: człowiekiem człowieczeństwa (1'homme de l'humanite). - Red. oryginału.] bo jest typem właśnie takiego człowieka. I gdybyśmy mogli wznieść się do jego poziomu - lub raczej gdybyśmy mieli dość wiary, dość siły, dostatecznie szerokie moralne i umysłowe horyzonty, aby tego zapragnąć - albowiem my to możemy, bo powinniśmy, a ponieważ powinniśmy Wszystko, to nie ma Nic niemożliwego - gdybyśmy wreszcie mogli wytworzyć sobie choćby tylko przybliżone wyobrażenie o szczęśliwości i o boskiej miłości, których on zaznał, postąpilibyśmy tak jak on, bo jego cierpienie - to szczęśliwość.

Oto czego dokonywa religia. Cierpienia zewnętrzne pochodzą od świata zewnętrznego niezależnie od naszej woli. Jeżeli nie dysponujemy samowiedzą, jeżeli nie posiadamy życia wewnętrznego, stajemy się ich ofiarą, cierpimy, i żaden zewnętrzny cud nie może nas ocalić. Skoro pojawi się w nas religia, a więc życie wewnętrzne, czujemy się silni, bo czujemy w sobie obecność Boga - Boga tworzącego nowy świat absolutnej wolności i absolutnej miłości, i raz ochrzczeni w tym świecie, przystąpiwszy do komunii w tej boskiej miłości, czujemy się istotami boskimi i wolnymi, predestynowanymi do wyzwolenia tkwiącej wciąż jeszcze w niewolnictwie ludzkości i świata wciąż jeszcze będącego ofiarą instynktownych praw nieświadomego istnienia. Wszystko, co żyje, co istnieje, co wegetuje, co po prostu znajduje się na ziemi, powinno być wolne, powinno osiągać samowiedzę, wznosić się do boskości, która tchnie życie we wszystko, co istnieje. Wolność absolutna i absolutna miłość - oto nasz cel; wyzwolenie ludzkości i całego świata - oto nasze przeznaczenie.

Pogański stoicyzm był stoicki i silny tylko dzięki sile instynktu natury ludzkiej; my zaś będziemy silni dzięki świadomości o boskości naszej natury i naszego przeznaczenia. Siła nasza czerpie życie z miłości i wiecznej szczęśliwości!

Wniknij, więc dobrze w istotę tej religii, przekonaj się, że wszystko, co piękne w człowieku - sztuka, nauka, uczucia, myśli - do niej należy, że wszystkie te różnorodne przejawy życia ludzkiego stanowią tylko różnorodne jej formy. Zrozum dokładnie, że wszystkie momenty życia ludzkiego - to istota objawienia Ducha Świętego, jedynego absolutnego ducha, który przemawia przez człowieka i tworzy jego świadomość, że na koniec Ewangelia jest przede wszystkim objawieniem, a Jezus Chrystus jest przede wszystkim Synem Bożym. Zrozum wszystko to dobrze, a życie Twoje z biednego i ograniczonego, jakim było, stanie się bogate i nieskończone; życie całej ludzkości, przeszłe i przyszłe, stanie się Twoim, znajdziesz dusze pokrewne Ci, które już nie będą mogły pozostać Ci obce, albowiem mają wspólne z Tobą pochodzenie. Ich cel, ich cierpienie, nadzieje, przeżyte przez nie chwile wzniosłej radości są Twoje, należą do Ciebie tak samo, jak i do nich. Jest to jedyna i niepodzielna harmonijna całość dążąca do absolutnej harmonii i absolutnej miłości.

Oto uczucia, oto myśli, które powinnaś w sobie rozwinąć. Niech wszystkie Twoje uczynki, najmniejsze nawet Twe zajęcia powstają pod wiecznym wpływem tej absolutnej idei lub, ściślej biorąc, niech one wiecznie ją odtwarzają. A wtedy będziesz szczęśliwa, będziesz potężna; nędzna wola Twojego męża, jego ograniczone idee będą się musiały ugiąć przed tą wielkością, nawet jeżeli on Cię nie zrozumie; a Ty odtworzysz siebie w Twoim synu, i syn Twój będzie Tobie zawdzięczał swoje drugie urodzenie, nowe życie, i dając mu to boskie życie, uczynisz go swoim na wieki, boskie życie nie umiera bowiem, a ponieważ boskie życie to nic innego niż wieczna świadomość, a ponieważ wszelka świadomość rodzi się ze świadomości swego pochodzenia, to on będzie wiecznie uznawał Ciebie za swoją matkę, a łączące Was więzie, przybierając coraz bardziej boski charakter, będą źródłem niewyczerpanej szczęśliwości.

I my też, drodzy moi przyjaciele, nigdy się nie rozejdziemy, albowiem wszystko, co się tyczy świadomości, jest wieczne, a ponieważ dobro, które sobie wzajem wyświadczyliśmy, stanowi organiczną i żywotną część naszego boskiego życia, nie będziemy mogli nigdy się rozłączyć, wszystko bowiem, co wchodzi w skład boskiego życia, jest wieczne jak ono samo. Cóż ja mówię "rozejść się"! Wobec tego, że w człowieku wszystko rozwija się stopniowo, to i nasza wzajemna miłość będzie się stawała coraz silniejsza; wszyscy bowiem ci, co są braćmi i siostrami w Panu, pozostaną nimi na wieki, a wiezie wiążące je będą się stawały coraz bardziej święte. Życie nasze nie jest więc i nigdy nie będzie tylko życiem wewnętrznym, my znajdujemy i zawsze znajdować będziemy własny wyraz swej osobowości. Czyż nie jesteśmy całkiem szczęśliwi, szczęśliwi o tyle, o ile to jest możliwe na tej tak niedoskonałej ziemi jak ta, na której żyjemy, i na tym niedoskonałym stopniu rozwoju, jaki osiągnęliśmy. Ale celem naszym jest doskonałość, a ponieważ jesteśmy predestynowani do doskonałości, to nasza wzajemna miłość, a wraz z nią nasze wspólne szczęście będzie się też doskonaliło.

Ale mimo wszystko, jakże ciągnie mnie, by znów powrócić do Priamuchina, jakże ciągnie mnie, by znów upoić się tą harmonią, zaznać owoców, które Wy w takich rozmiarach już mi dałyście, pomimo nieobecności; jakże ciągnie mnie do tego, by Was uścisnąć, zadusić w swoich objęciach. Zadusić - to powiedziane, być może, zbyt mocno, znaczyłoby to bowiem połknąć w ciągu jednej godziny całe swoje dobro. Widzisz, że zaczynam ględzić, toteż chcę odłożyć do naszego spotkania nieskrępowane wyrazy mej czułości dla Was.

Teraz chcę jeszcze pomówić z Wami o braciach.

Przeczytacie ich listy, które niewątpliwie Was ucieszą. Co się tyczy mego listu, to bez trudu się domyślicie, że chciałem napisać do każdej z Was z osobna, ale pociągnięty gadulstwem, napisałem do Was wszystkich razem.

W ciągu całego tego czasu bracia wprawiali mnie w zachwyt. Tyle mają w sobie duszy i tyle wysoko rozwiniętego rozumu, że potrzeba było bardzo niewiele wysiłku, aby zmusić ich do trzeźwego spojrzenia na rzeczy, by podnieść ich nieco ponad zwykły poziom świata gnącego kolano przed zdrowym rozsądkiem. Nawet Ilja (po niezwykle nieprzyjemnej scenie, której ja byłem przyczyną, nie przewidziawszy w zupełności jej skutków, kapryśnej zuchowatości i źle zrozumianego stoicyzmu) po dłuższej rozmowie koniec końców tak się przejął słusznością mych słów, że postanowił radykalnie zmienić swój sposób życia i rodzaj zajęć. Zaproponowałem mu, żeby prowadził dziennik i informował Was o wszystkim z możliwie największą szczerością. On jeszcze pisze, tak że nie widziałem, co napisał. Zaczynam mieć poważne nadzieje, że się nawróci. [W oryginale najwidoczniej pomyłka: napisano "conversation" (rozmowa), podczas gdy z treści wynika, że powinno być "conversion" (nawrócenie). - Red. oryginału.] W takim razie zabiorę go do Moskwy razem z Pawłem, bo nikt nie umie z nim postępować.

Żegnajcie, moi mili przyjaciele.

Całuję Was mocno
Wasz brat i przyjaciel

M. Bakunin

Piszę do Natalii. [Beer. - Red. oryginału.] Byłem niezwykle rad dowiedziawszy się, żeście się znowu zaprzyjaźniły. Teraz się o nią zupełnie nie boję, bo ja nadają się tylko do przewrotów, a nie do najsubtelniejszych odcieni nastroju, które zawsze wymykają mi się spod obserwacji.



[strona główna] [biografia] [pisma] [opracowania] [ikonografia] [bibliografia] [odnośniki] [redakcja]
Strony Internetowe Trojka Design  © 2001-2013 rozbrat.org