Michał Bakunin

FEDERALIZM, SOCJALIZM I ANTYTEOLOGIZM
Uzasadniony wniosek skierowany do Komitetu Centralnego Ligi Pokoju i Wolności. Genewa.

SOCJALIZM

Rewolucja francuska głosząc, że każda jednostka ludzka ma prawo i obowiązek stać się człowiekiem, doprowadziła ostatecznie do powstania babuwizmu. Babeuf był jednym z ostatnich obywateli, pełnych energii i nieskazitelnych, których tylu stworzyła rewolucja, później zaś tylu zabiła. Miał on szczęście zaliczać do swych przyjaciół takich ludzi, jak Buonarotti. Babeuf w osobliwy sposób skojarzył polityczne tradycje świata antycznego z całkowicie współczesną ideą rewolucji społecznej. Widząc, że rewolucja traci na rozmachu, ponieważ nie doprowadziła do radykalnego przekształcenia ekonomicznego ustroju społeczeństwa, co wówczas zapewne nie było możliwe, wierny zresztą duchowi rewolucji, która koniec końców zniweczyła wszelką inicjatywę indywidualną, ugruntowała natomiast wszechwładzę państwa - stworzył nową koncepcję systemu politycznego i społecznego. Republika, reprezentantka zbiorowej woli obywateli, miała dokonać konfiskaty wszelkiej własności indywidualnej, później zaś dysponować majątkiem społecznym zgodnie z interesem ogółu. Każdemu obywatelowi zapewniłaby jednakowe wychowanie, wykształcenie, dostarczyła tę samą ilość środków do życia, umożliwiła w równej mierze dostęp do rozrywek. Wszyscy bez wyjątku byliby zmuszeni pracować fizycznie i umysłowo w miarę swych sił i zdolności. Spisek Babeufa nie udał się. Wraz z wielu swymi przyjaciółmi Babeuf został zgilotynowany. Lecz jego idea republiki socjalistycznej nie zginęła. Buonarotti, największy spiskowiec stulecia, przejął ją niczym święty depozyt, następnie zaś przekazał nowym pokoleniom. Dzięki tajnym stowarzyszeniom, które założył on w Belgii i Francji, idee komunistyczne zaczęły pobudzać wyobraźnię ludu. W latach 1830-1848 zajęli się ich komentowaniem utalentowani interpretatorzy - Cabet i Louis Blanc, którzy ostatecznie ugruntowali socjalizm rewolucyjny. Drugi nurt socjalistyczny, który brał początek z tego samego rewolucyjnego źródła, chętnie nazwalibyśmy socjalizmem doktrynerskim. Jego przedstawiciele dążyli do tego samego celu, lecz pragnęli go osiągnąć w zupełnie inny sposób. Twórcami tego kierunku było dwoje wybitnych ludzi: Saint-Simon i Fourier. Saintsimonizm został skomentowany, rozwinięty i przekształcony w kościół, który rościł sobie pretensje do miana praktycznego systemu. Dokonał tego dzieła pere Enfantin wraz z wieloma przyjaciółmi, z których większość stała się obecnie finansistami i mężami stanu, szczególnie oddanymi Cesarstwu. Jeśli chodzi o fourieryzm, był on popularyzowany i komentowany na łamach "Democratie pacifique", którą redagował do 2 grudnia pan Victor Considerant.

Zasługą tych dwóch doktryn socjalistycznych, które zresztą różnią się między sobą pod wieloma względami, jest naukowa, a jednocześnie surowa i śmiała krytyka współczesnego ustroju społecznego, ujawniająca jego potworne sprzeczności. Za doniosłą ich zasługę należy uznać energiczną walkę z chrystianizmem, która podważała jego zasady i której celem było przywrócenie materii jej praw, godności zaś namiętnościom ludzkim niesłusznie napiętnowanym przez chrześcijańskich księży, tak dbającym o to, by zadośćuczynić swym własnym namiętnościom. Saintsimoniści chcieli zastąpić chrystianizm nową religią opartą na mistycznym kulcie ciała i ustanowić nową hierarchię kapłanów, którzy wyzyskiwaliby masy dzięki przywilejom, jakie przyznano by ludziom odznaczającym się wybitną umysłowością, zdolnościami i talentem. Znacznie bardziej demokratyczni byli fourieryści, przy czym ich demokratyzm był - rzec można - bardziej szczery, kierownictwo ich falansterów miało być bowiem sprawowane przez zwierzchników wybranych w powszechnym głosowaniu. W falansterach każdy znalazłby odpowiednią pracę i spełniałby funkcje odpowiadające osobistym zamiłowaniom. Błędy saintsimonistów są zbyt oczywiste, aby trzeba było o nich mówić. Fourieryści popełniali dwa błędy. Pierwszy, szczególnie istotny, polegał na tym, iż szczerze wierzyli oni, iż siła ich przekonań i pokojowa propaganda tak wzruszą serca bogaczy, że w końcu sami oni złożą nadmiar swych bogactw u wrót falansterów; drugim błędem był pogląd, że teoretycznie, a priori, już obecnie jest możliwe stworzenie raju na ziemi, czyli takiego społeczeństwa, w którym, cała ludzkość po wsze czasy pędziłaby niczym nie zmącony żywot. Nie rozumieli oni, że możemy głosić wielkie zasady przyszłego rozwoju społeczeństwa ludzkiego, ale praktyczną ich realizację musimy pozostawić naszym następcom, którzy będą bardziej doświadczeni.

Reglamentacja była w ogóle wspólną pasją wszystkich socjalistów sprzed 1848 roku. Wyjątkiem był tylko jeden spośród nich. Jeśli chodzi o Cabeta, Louis Blanca, fourierystów, saintsimonistów - to pasją ich wszystkich było tworzenie doktryn, które pragnęli narzucić przyszłym pokoleniom jako podstawę organizacji społecznej; w mniejszym lub większym stopniu wszyscy oni byli rzecznikami idei władzy zwierzchniej.

Ale oto pojawił się Proudhon. Był synem chłopa i w porównaniu z wszystkimi tymi doktrynerskimi burżuazyjnymi socjalistami odznaczał się stokroć bardziej rewolucyjnym instynktem i był stokroć bardziej rewolucyjny w działalności praktycznej. Aby obalić wszystkie te systemy, krytykował je w sposób równie wnikliwy, jak bezlitosny. Wolność przeciwstawił władzy i, w przeciwieństwie do tych socjalistów - zwolenników państwa, śmiało głosił, że jest anarchistą; miał też odwagę przeciwstawić się ich deizmowi i panteizmowi, nazywać siebie po prostu ateistą, lub też - w ślad za Augustem Comte'em - pozytywistą.

Z biegiem czasu socjalizm Proudhona musiał z logiczną koniecznością doprowadzić do powstania koncepcji federalizmu. Było to nieuniknione, ponieważ jego podstawą była idea wolności indywidualnej i zbiorowej oraz postulat spontanicznej działalności wolnych zrzeszeń i ponieważ nie uznawał on innych praw niż ogólne prawa ekonomii społecznej już odkryte oraz te, które odkryje nauka w przyszłości; było to nieuniknione również dlatego, że Proudhon głosił, iż zbędna jest jakakolwiek reglamentacja ze strony rządu i jakakolwiek kuratela ze strony państwa, przyznając zresztą, że polityka powinna zależeć od ekonomicznych, intelektualnych i moralnych potrzeb społeczeństwa.

Taki był stan nauki o społeczeństwie przed rokiem 1848. Polemiczne artykuły w prasie socjalistycznej oraz ulotki i broszury sprawiły, że do świadomości klasy robotniczej przeniknęło mnóstwo nowych idei; umysły były nimi tak nasycone, że po wybuchu rewolucji 1848 roku okazało się, iż socjalizm jest już potężną siłą.

Był on, jak powiedzieliśmy, najmłodszym dzieckiem wielkiej rewolucji; ale przedtem wydała ona na świat pierworodnego syna, bezpośredniego swego spadkobiercę. Tym pierworodnym jej synem, umiłowanym dziecięciem Robespierre'ów i Saint-Justów, był czysty republikanizm, nie związany z żadną ideą socjalistyczną, przeniesiony ze świata starożytnego i czerpiący natchnienie z bohaterskich tradycji wielkich obywateli Grecji i Rzymu. Miał on charakter znacznie mniej humanitarny aniżeli socjalizm, ponieważ dla jego zwolenników człowiek był niemal niczym, wszystkim zaś - obywatel. Wyrażało się to w tym, że w przeciwieństwie do socjalistów, którzy pragną stworzyć republiką ludzi, republikanom wystarczała republika obywateli, mimo iż jest to ustrój, w którym przywileje obywateli czynnych, że użyjemy określenia stosowanego przez Konstytuantę, są oparte na wyzysku obywateli biernych, zgodnie zresztą z tymi konstytucjami, które z natury rzeczy musiały zastąpić konstytucję 1793 roku, z chwilą gdy jej twórcy po chwilowym wahaniu świadomie zignorowali kwestię społeczną. Jednocześnie zwolennik republikanizmu politycznego nie jest, a przynajmniej nie musi być egoistą dbającym jedynie o własne interesy; musi natomiast być rzecznikiem "egoizmu patriotycznego", jako że w swym wolnym sercu stawia ojczyznę ponad sobą, ponad wszystkimi jednostkami ludzkimi, ponad wszystkimi narodami i ponad całą ludzkością. Dlatego nigdy nie będzie respektował zasad sprawiedliwości międzynarodowej; w każdym sporze będzie bronił stanowiska reprezentowanego przez jego kraj ojczysty, bez względu na to, czy jest ono słuszne; zawsze będzie pragnął, żeby zwyciężyła jego ojczyzna, żeby jej potęga i chwała miażdżyła wszystkie obce narody. Jego naturalne skłonności uczynią go zwolennikiem podbojów, mimo że doświadczenie stuleci dowiodło, iż tryumfy wojenne muszą doprowadzić do narodzin cezaryzmu. Republikanin-socjalista nienawidzi wielkości, potęgi i sławy wojennej państwa, ceni natomiast wolność i dobrobyt. W dziedzinie polityki wewnętrznej i zewnętrznej jest federalistą - przede wszystkim dlatego, że ma poczucie sprawiedliwości, ponadto zaś dlatego, że jest przekonany, iż rewolucja ekonomiczna i społeczna będzie mogła dokonać się w jakiejkolwiek mierze dopiero wtedy, gdy przekroczy sztuczne, nieszczęsne granice państw, czyli wtedy, gdy o jej zwycięstwo będą solidarnie walczyć wszystkie narody lub przynajmniej większość narodów współczesnego świata cywilizowanego. Zdaniem socjalisty - wszystkie narody wcześniej czy później będą musiały podjąć tę walkę. Ten, kto opowiada się jedynie za republikanizmem politycznym, jest stoikiem; nie przyznaje sobie żadnych praw, uznaje tylko swe obowiązki albo, jak Mazzini, uznaje tylko jedno prawo: być zawsze oddanym ojczyźnie i zawsze poświęcać się w imię jej dobra, żyć tylko po to, aby jej służyć, i z radością umierać za nią, w myśl słów piosenki, którą Aleksander Dumas bezpodstawnie przypisał żyrondystom: "Umrzeć za ojczyznę to najpiękniejszy los, najbardziej godny zazdrości". Socjalista, w przeciwieństwie do takiego republikanina, za podstawowe prawo uznaje swe pozytywne prawo do życia, do wszelkich jego rozkoszy, zarówno duchowych, jak i fizycznych. Kocha życie i chce z niego w pełni korzystać. Jego przekonania stanowią cząstkę jego osobowości, jego obowiązki względem społeczeństwa są nierozerwalnie związane z jego własnymi prawami; pozostaje wierny swym przekonaniom i obowiązkom, bo potrafi żyć zgodnie z zasadami sprawiedliwości, jak Proudhon, a gdy jest to konieczne - umrzeć, jak Babeuf; ale nigdy nie powie, że życie każdego człowieka powinno być jednym ciągiem ofiar i wyrzeczeń ani że ten, kogo los skazał na śmierć, jest człowiekiem, któremu najbardziej trzeba zazdrościć. Wolność, o której mówi republikanin polityczny, jest pustym dźwiękiem; słowa "być wolnym" znaczą według niego tyle co "być dobrowolnym niewolnikiem, pełną oddania ofiarą państwa"; zawsze jest on gotów poświęcić w imię interesów państwa zarówno swoją wolność, jak i wolność innych ludzi. Republikanizm polityczny prowadzi nieuchronnie do despotyzmu. Natomiast dla republikanina-socjalisty wolność połączona z dobrobytem jest wszystkim, ponieważ uczłowiecza wszystkich, uczłowieczając każdego z oddzielna. Państwo uważa on tylko za narzędzie, za sługę, który powinien zapewnić dobrobyt i wolność jemu i wszystkim. Socjaliści różnią się od burżuazji poczuciem sprawiedliwości - domagają się jedynie owoców własnej pracy, nie żądają dla siebie niczego więcej; od republikanina politycznego różni socjalistę jego ludzki egoizm, którego bynajmniej nie ukrywa. Socjalista jest szczery, nie wygłasza frazesów i wie, że jeżeli żyje zgodnie z zasadami sprawiedliwości, służy całemu społeczeństwu i że służąc jemu, służy samemu sobie. Republikanin jest surowy, jego zaś patriotyzm sprawia, że często bywa on okrutny, podobnie jak księdza często czyni okrutnym religia. Socjaliście obce jest wszystko, co nienaturalne, jest on zawsze bardzo ludzki, jego zaś patriotyzm można określić jako patriotyzm umiarkowany. Jednym słowem, pomiędzy republikaninem politycznym a socjalistą-republikaninem istnieje przepaść: pierwszy jako istota na poły religijna jest człowiekiem minionej epoki; do drugiego, który jest pozytywistą lub ateistą, należy przyszłość.

Ten antagonizm w całej pełni ujawnił się w roku 1848. Od chwili wybuchu rewolucji republikanie i socjaliści absolutnie nie mogli dojść do porozumienia: zarówno ideały, jak wszystkie instynkty kierowały każde z tych ugrupowań w zupełnie inną stronę. Od lutego do czerwca trwały nieustanne starcia; rodziły one wojnę domową w obozie rewolucyjnym i paraliżowały go, ułatwiając działalność ogromnej koalicji reakcjonistów wszelkich odcieni, którzy pod wpływem strachu zjednoczyli się, tworząc jedną zwartą partię. W czerwcu z kolei republikanie połączyli się z reakcją, aby zmiażdżyć socjalistów. Sądzili oni, że odnieśli zwycięstwo, w rzeczywistości natomiast strącili w przepaść swą ukochaną republikę. Generał Cavaignac, obrońca honoru sztandarów kontrrewolucji, był zwiastunem rządów Napoleona III. Zdawali sobie z tego sprawę wszyscy, przynajmniej poza granicami Francji, na wszystkich bowiem dworach Europy tryumfalnie święcono zwycięstwo republikanów nad robotnikami paryskimi, które było w istocie tak tragicznym faktem; wtedy to Właśnie oficerowie gwardii pruskiej na czele ze swymi generałami skwapliwie wysłali do generała Cavaignaka list z powinszowaniem i braterskimi pozdrowieniami. Burżuazja europejska, przerażona czerwonym widmem, stała się bezgranicznie służalcza. Z natury liberalna i skłonna do krytycyzmu, nie uwielbia rządów wojskowych, jednakże opowiedziała się za nimi, gdy spostrzegła, że sytuacja jest groźna ze względu na możliwość wyzwolenia się ludu. Poświęciła swą godność i wszystkie swe zdobycze, które osiągnęła w XVIII stuleciu i początkach XIX wieku, zdobycze, które okryły ją chwałą, sądziła bowiem, że za tę cenę zapewni sobie pokój i spokój, niezbędne dla pomyślnego rozwoju jej działalności w dziedzinie handlu i przemysłu. "Składamy wam w ofierze naszą wolność - zdawała się mówić burżuazja potęgom militarnym, które odrodziły się po upadku tej trzeciej rewolucji - więc pozwólcie nam w zamian spokojnie wyzyskiwać masy ludowe i osłaniajcie nas przed ich naciskiem, wysuwają one bowiem żądania, które z teoretycznego punktu widzenia mogą wydawać się słuszne, jednakże z punktu widzenia naszych interesów są straszliwe". Przyrzeczno jej wszystko, a nawet dotrzymano słowa. Dlaczegóż więc burżuazja europejska jest dzisiaj na ogół niezadowolona?

Otóż zupełnie ona nie przewidziała, że rządy wojskowe nie tylko kosztują drogo, lecz również, wskutek samej swej organizacji wewnętrznej, paraliżują, niepokoją i rujnują narody i - co więcej - posłuszne właściwej im logice, która zawsze okazywała się nieubłagana, nieuchronnie prowadzą do wojny. Wojny dynastyczne, wojny w obronie honoru, wojny zaborcze pod hasłem walki o granice naturalne, wojny dla zachowania równowagi sił - nieustanne niszczenie i pochłanianie jednych państw przez drugie, rzeki krwi ludzkiej, palenie wsi, rujnowanie miast, pustoszenie całych prowincji - wszystko po to, by zaspokoić ambicję panujących i ich faworytów, po to, by ich wzbogacić, po to, by ktoś zajął nowe tereny, po to wreszcie, by ludność została ujęta w karby dyscypliny, a karty historii zostały zapisane.

Ponieważ burżuazja obecnie zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego, jest niezadowolona z rządów, do których stworzenia tak bardzo się przyczyniła. Jest już nimi znużona. Czymże jednak je zastąpi?

Przeżyła się już monarchia konstytucyjna, dla której kontynent europejski nigdy zresztą nie był sprzyjającym gruntem; nawet w Anglii, tej historycznej kolebce współczesnego konstytucjonalizmu, budząca się demokracja czyni wyłomy w tym systemie, podważa go, tak że wkrótce nie będzie on w stanie oprzeć się wznoszącej się fali namiętności i żądań ludowych.

Republika? Ale jaka republika? Republika tylko polityczna czy też demokratyczna i społeczna? Czy ludy jeszcze pragną socjalizmu? Tak, bardziej niż kiedykolwiek.

W czerwcu 1848 roku nie nastąpił więc krach socjalizmu w ogóle, ale tylko socjalizmu państwowego, socjalizmu opartego na zasadzie władzy i reglamentacji, tego socjalizmu, który był wyrazem, przekonania, że państwo potrafi całkowicie zaspokoić potrzeby klasy robotniczej i zadośćuczynić jej słusznym żądaniom, że państwo, mając nieograniczoną władzę, będzie mogło i będzie chciało stworzyć nowy porządek społeczny. A więc w czerwcu nie zginął socjalizm. Przeciwnie, wtedy właśnie państwo ogłosiło swoje bankructwo, okazało się niewypłacalnym dłużnikiem socjalizmu, nie będąc zaś w stanie spłacić swego długu, próbowało zabić wierzyciela, aby w ten najłatwiejszy sposób uwolnić się od zobowiązań. Państwo nie zdołało tego uczynić, zabiło ono natomiast wiarę, jaką w nim pokładał socjalizm; przez to samo obalone. zostały wszystkie teorie socjalizmu państwowego czy doktrynerskiego, z których jedne, jak "Icarie" Cabeta i "Organisation du Travail" Louis Blanca, doradzały ludowi, aby we wszystkim polegał na państwie, inne zaś wykazały swą nicość w szeregu śmiechu wartych eksperymentów. Nawet bank Proudhona, który w bardziej sprzyjających okolicznościach mógłby rozwijać się pomyślnie, upadł wskutek niechęci i wrogiego stosunku burżuazji.

Socjalizm przegrał pierwszą bitwę z bardzo prostej przyczyny: był związany z mnóstwem instynktownych ocen i teoretycznych idei negatywnych, które mu przyznawały po tysiąc razy słuszność w sporze z rzecznikami przywilejów; nie był natomiast związany z jakimikolwiek pozytywnymi i praktycznymi ideami, które są niezbędne do tego, aby na gruzach ustroju burżuazyjnego można było stworzyć nowy ustrój, ustrój sprawiedliwości ludowej. Robotników, którzy walczyli w czerwcu o wyzwolenie ludu, łączył instynkt, a nie idee; ich mętne poglądy tworzyły wieżę Babel, chaos, z którego nic nie mogło wyniknąć. To było główną przyczyną klęski. Czyżby dlatego należało zwątpić w obecną siłę socjalizmu i w to, że należy do niego przyszłość? Chrystianizm, który stawiał sobie za cel stworzenie królestwa sprawiedliwości w niebie, potrzebował wielu stuleci, aby zatryumfować w Europie. Czy wobec tego należy się dziwić, że socjalizm, który podjął zadanie o wiele trudniejsze, zadanie stworzenia królestwa sprawiedliwości na ziemi, nie zatryumfował w ciągu kilku lat?

Panowie, czy trzeba dowodzić, że socjalizm nie zginął? Aby się o tym przekonać, dość rzucić okiem na to, co się dzieje obecnie w całej Europie. Wieści o intrygach dyplomacji i pogłoski o wojnie, których tyle krąży w Europie począwszy od 1852 roku - to jeszcze nie wszystko. Jaka bowiem poważna kwestia przykuwa uwagę we wszystkich krajach, jeśli nie kwestia społeczna? To jest ta wielka niewiadoma, której zbliżanie się każdy odczuwa, która przyprawia każdego o drżenie, o której nikt nie śmie głośno mówić... Kwestia społeczna coraz dobitniej daje znać o sobie. Czy kooperatywy robotnicze, banki pomocy wzajemnej i banki kredytu dla świata pracy, trade-uniony i międzynarodowa liga robotników wszystkich krajów, ów cały wzmagający się ruch robotniczy w Anglii, Francji, Belgii, Niemczech, we Włoszech i w Szwajcarii, czy wszystko to nie dowodzi, że proletariusze nie wyrzekli się swego celu ani nie stracili wiary w bliskie wyzwolenie i że zrozumieli, iż nie mogą już liczyć na to, że do szybszego nadejścia chwili wyzwolenia przyczyni się państwo czy też pomoc ze strony klas uprzywilejowanych, której towarzyszą mniej lub bardziej nieszczere intencje - że mogą liczyć jedynie na siebie samych i na swe własne, niezależne stowarzyszenia powstałe w sposób całkowicie spontaniczny?

W większości krajów Europy ten ruch, przynajmniej na pozór, ma wciąż charakter bynajmniej nie polityczny, lecz wyłącznie ekonomiczny i, rzec można, nie socjalny. Ale w Anglii jest on już związany z palącymi zagadnieniami polityki; w jego ramach powstała olbrzymia liga, "Liga Reformy", która odniosła poważne zwycięstwo w walce przeciwko systemowi politycznych przywilejów arystokracji i wielkiej burżuazji. Reform League z prawdziwie angielską cierpliwością, rzeczowością i konsekwencją nakreśliła plan kampanii; żadne przeszkody nie są w stanie powstrzymać, zniechęcić lub przestraszyć jej zwolenników. "Nie dalej jak za dziesięć lat - mówią oni - nawet jeśli natkniemy się na największe przeszkody, będziemy mieli powszechne prawo wyborcze, a wówczas..." - a wówczas dokonają rewolucji społecznej!

Socjalizm we Francji i w Niemczech, niepostrzeżenie czyniąc postępy dzięki działalności spontanicznie powstałych stowarzyszeń ekonomicznych, uzyskał już tak potężny wpływ na klasę robotniczą, że Napoleon Iii i hrabia Bismarck zaczynają podejmować próby sprzymierzenia się z nim... We Włoszech i w Hiszpanii, wobec żałosnej klęski wszystkich partii politycznych, kwestia ekonomiczna i społeczna usunie niebawem w cień wszelkie inne zagadnienia; przyczyni się do tego również potworna nędza, w jakiej oba te kraje są pogrążone. Czyż w Rosji i w Polsce istnieje w gruncie rzeczy jakaś inna kwestia? Przecież właśnie ona zniweczyła ostatnie nadzieje starej szlacheckiej Polski, jaką znamy z historii; przecież właśnie ona zagraża istnieniu straszliwego Imperium Wszechrosyjskiego, zresztą bardzo już osłabionego, i wkrótce stanie się przyczyną jego upadku. Czyż nawet w Ameryce idea socjalizmu nie znalazła wyrazu w wypowiedzi wybitnego człowieka, senatora z Bostonu, pana Karola Sumnera, który zaproponował, aby dać ziemię wyzwolonym Murzynom stanów południowych?

Widzicie więc, panowie, że socjalizm istnieje wszędzie i że pomimo klęski czerwcowej z wolna przenika podziemnym nurtem w głąb życia politycznego wszystkich krajów. Wszędzie już daje o sobie znać ta utajona potęga naszego stulecia. Jeszcze kilka lat, a ujawni się jako aktywny, niezmiernie potężny czynnik.

Wszystkie ludy europejskie, z wyjątkiem paru, są obecnie oddane sprawie socjalizmu, choć wiele spośród nich nie zna nawet tego słowa; nie znają one innego sztandaru jak tylko ten, który im zwiastuje przede wszystkim wyzwolenie ekonomiczne; z owego wyzwolenia nigdy nie zrezygnują, raczej tysiąc razy zrezygnuj z osiągnięcia każdego innego celu. Tak więc tylko socjalizm może je związać z polityką, i to polityką słuszną.

Panowie, czy to, co powiedziałem, nie wystarczy, aby was przekonać, iż w naszym programie nie wolno nam pominąć zagadnienia socjalizmu, ponieważ sprawiłoby to, że cała nasza działalność stałaby się jałowa? W programie zdeklarowaliśmy się jako republikanie-federaliści; tym samym dostatecznie wykazaliśmy naszą rewolucyjność, aby odstręczyć znaczną część burżuazji: tych wszystkich bourgeois, którzy spekulują na nędzy i nieszczęściach ludów i potrafią ciągnąć korzyści nawet z wielkich katastrof, które obecnie częściej niż kiedykolwiek spadają na narody. Jeżeli pozostawimy na uboczu tę czynną, ruchliwą część burżuazji, zajmującą się intrygami i spekulacją, to jeszcze pozostanie nam jej większość, która jest spokojna i pracowita. Wprawdzie nieraz czyni ona zło, ale niechętnie - raczej z konieczności niż ze złej woli. Niczego ona bardziej nie pragnie niż wybawienia z fatalnej sytuacji, w której z konieczności rodzą się wrogie stosunki między nią a robotnikami, jej zaś samej grozi nieuchronna ruina. Trzeba przyznać, że obecnie drobna burżuazja - przedstawiciele drobnego handlu i drobnego przemysłu - zaczyna cierpieć niedostatek prawie taki sam, jaki jest udziałem klasy robotniczej. Jeżeli sytuacja się nie zmieni, ta godna szacunku większość burżuazji może pod względem ekonomicznym spaść do poziomu proletariatu. Wielki handel, wielki przemysł, a zwłaszcza wielka i nieuczciwa spekulacja - dławią ją, pochłaniają i spychają w przepaść. Drobna burżuazja znajduje się w sytuacji, która staje się coraz bardziej rewolucyjna; jej poglądy przez długi okres czasu miały charakter reakcyjny, jednakże obecnie, na skutek okrutnych doświadczeń, stają się bardziej postępowe i z konieczności będą musiały ewoluować w tym właśnie kierunku. Najrozumniejsi zaczynają pojmować, że dla uczciwej burżuazji nie ma innego ratunku jak sprzymierzenie się z ludem i że kwestia socjalna dla niej i dla ludu jest ważna w jednakowej mierze i z tego samego względu.

Ta stopniowa przemiana w poglądach drobnej burżuazji europejskiej jest faktem zarówno pocieszającym, jak niewątpliwym. Ale nie powinniśmy się łudzić: nowy, postępowy ruch zainicjuje nie ona, lecz lud: na Zachodzie - robotnicy fabryczni i miejscy; u nas w Rosji, w Polsce i w większości krajów słowiańskich - chłopi. Drobna burżuazja stała się zbyt bojaźliwa, zbyt niezdecydowana, zbyt sceptyczna, aby samodzielnie podjąć jakąkolwiek inicjatywę; może pójść za ludem, ale sama nie porwie za sobą nikogo. Przyczyną tego jest zarówno ubóstwo myśli, jak brak wiary i pasji. Tę pasję, która łamie przeszkody i stwarza nowe światy, ma tylko lud. Nie ulega więc wątpliwości, że właśnie on będzie inicjatorem nowego ruchu. A my mielibyśmy nic nie mówić o ludzie ani o socjalizmie, który jest nową religią ludu!

Ale powiadają, że socjalizm jest skłonny sprzymierzyć się z cezaryzmem. Przede wszystkim to jest oszczerstwo; przeciwnie, to cezaryzm, widząc na horyzoncie nadciągającą groźną potęgę socjalizmu, zabiega o jego sympatię, aby ją wyzyskać. Czyż nie powinno to być dla nas dodatkowym bodźcem do podjęcia wszelkich starań, aby nie dopuścić do tego potwornego sojuszu, którego zawarcie byłoby niewątpliwie najbardziej katastrofalnym spośród wydarzeń, jakie mogłyby zagrozić wolności świata?

Nawet gdybyśmy nie brali pod uwagę żadnych względów praktycznych, musielibyśmy opowiedzieć się za socjalizmem, albowiem socjalizm to sprawiedliwość. Kiedy mówimy o sprawiedliwości, nie mamy na myśli zasad zawartych w kodeksach i w prawie rzymskim, podstawą bowiem znacznej części owych kanonów jest usankcjonowanie aktów przemocy ze względu na ich dawność; akty przemocy zostały usankcjonowane również dzięki temu, że pobłogosławili je kapłani chrześcijańscy i pogańscy; wszystko to sprawiło, że przemoc uznano za absolutną zasadę, z której w sposób zupełnie logiczny wyprowadza się inne zasady (2). My mówimy o sprawiedliwości opartej wyłącznie na sumieniu ludzkim, o sprawiedliwości, która jest zgodna z sumieniem każdego człowieka, nawet z sumieniem dziecka. Jej istotę wyraża proste słowo: równość.

Dotychczas akty przemocy odgrywały tak wielką rolę, religia zaś miała wpływ tak potężny, że to powszechne poczucie sprawiedliwości nie mogło mieć decydującego znaczenia ani w dziedzinie polityki, ani w dziedzinie prawa, ani w dziedzinie ekonomii. Jednakże powinno ono stać się podwaliną nowego świata. Bez sprawiedliwości nie ma republiki, nie ma dobrobytu, nie ma pokoju, nie ma wolności! Musi ona być ideą przewodnią wszystkich naszych uchwał, jeśli nasza działalność ma się przyczynić do zwycięstwa pokoju.

Ta sprawiedliwość nakazuje nam podjąć się obrony interesów ludu, dotychczas całkowicie lekceważonych, żądać wolności politycznej dla ludu, domagać się jego wyzwolenia ekonomicznego i społecznego.

Nie proponujemy wam, panowie, abyście uznali taki lub inny system poglądów socjalistycznych. Prosimy was tylko, abyście głosili wielką zasadę rewolucji francuskiej: "Wszystkim ludziom należy umożliwić korzystanie z dóbr materialnych i kulturalnych, które są niezbędne dla pełnego ich uczłowieczenia". Z tej zasady wynikają, naszym zdaniem, następujące postulaty:

Należy zorganizować społeczeństwo w taki sposób, aby każda jednostka ludzka - każdy mężczyzna i każda kobieta - rozpoczynając życie, miała mniej więcej jednakowe możliwości rozwoju wszelkich swych zdolności oraz ich wykorzystania w pracy; należy zorganizować społeczeństwo w taki sposób, aby nikt nie mógł wyzyskiwać cudzej pracy; należy tak zorganizować społeczeństwo, aby nikt nie mógł korzystać z dóbr społecznych, jeśli bezpośrednio, własną pracą nie przyczynił się do ich wytworzenia. Wszystkie te dobra są bowiem w istocie rzeczy wytworem ludzkiej pracy.

Nie ulega wątpliwości, że pełna realizacja tych postulatów jest zadaniem, któremu może podołać jedynie szereg pokoleń ludzkich. Upłyną stulecia, zanim zostanie ono wykonane. Ale historia już postawiła nas w obliczu tego zadania; nie możemy o tym zapominać, jeśli nie chcemy skazać się na całkowitą bezsilność.

Musimy jednak dodać, że zdecydowanie sprzeciwiamy się wszelkim próbom stworzenia organizacji społecznej, która nie zapewniałaby całkowitej wolności jednostkom i zrzeszeniom i wymagała ustanowienia jakiejkolwiek władzy reglamentacyjnej.

W imię wolności, którą uznajemy za jedyną podstawę i jedyną twórczą zasadę wszelkiej organizacji - zarówno ekonomicznej, jak politycznej - będziemy zawsze protestowali przeciwko wszystkiemu, co w jakiejkolwiek mierze będzie przypominało komunizm i socjalizm państwowy.

Naszym zdaniem, państwo może i powinno uczynić tylko jedno: zmienić stopniowo prawo spadkowe i jak najrychlej znieść je całkowicie. Całe prawo spadkowe zostało stworzone przez państwo i stanowi jeden z istotnych warunków istnienia państwa opartego na przemocy i usankcjonowanego przez boga. Dlatego prawo to może i powinno być obalone przez wolność w państwie; innymi słowy, państwo powinno się roztopić w społeczeństwie zorganizowanym zgodnie z zasadami wolności i sprawiedliwości. Sądzimy, że prawo spadkowe bezwzględnie powinno być zniesione, dopóki bowiem będzie istniało dziedziczenie, dopóty będą istniały dziedziczne różnice położenia ekonomicznego (3). Nie chodzi nam o naturalne różnice między poszczególnymi jednostkami, lecz o sztuczną nierówność poszczególnych klas, która zawsze będzie oznaczała dziedziczną nierówność warunków rozwoju intelektualnego, zawsze będzie źródłem dyskryminacji politycznej i społecznej, zawsze będzie dyskryminację tę utrwalać. Sprawiedliwość nakazuje, aby ekonomiczny i społeczny ustrój społeczeństwa zagwarantował jednakowe możliwości wszystkim ludziom rozpoczynającym życie. Wymaga ona również, aby wszystkie jednostki ludzkie, bez względu na naturalne różnice między nimi - zawdzięczały wszystko samym sobie. Uważamy, że jedynym spadkobiercą wszystkich zmarłych powinien być fundusz społeczny przeznaczony na wychowywanie i kształcenie wszystkich dzieci obojga płci oraz ich utrzymanie od urodzenia aż do wieku dojrzałości. Jako Słowianie i Rosjanie dodamy, że żywa jest u nas idea socjalna, której źródłem jest instynkt naszego ludu i jego prastare tradycje i która głosi, że ziemia jest własnością całego ludu i że tylko ten ma prawo ją posiadać, kto ją uprawia własnymi rękami.

Jesteśmy przekonani, że ta zasada jest słuszna i że bez zrealizowania jej niemożliwa będzie żadna gruntowna reforma społeczna. Dlatego również mieszkańcy Europy zachodniej będą musieli ją uznać i wprowadzić w życie, mimo że w niektórych krajach będzie to związane z szeregiem trudności. Tak na przykład we Francji większość chłopów już posiada ziemię; jednakże przeważająca ich część wkrótce zostanie jej pozbawiona na skutek parcelacji, która jest nieuniknioną konsekwencją systemu polityczno-ekonomicznego panującego obecnie w tym kraju. Nie wysuwamy żadnej propozycji w tej sprawie, podobnie jak powstrzymujemy się od wszelkich propozycji, które by dotyczyły takich lub innych zagadnień polityki społecznej i nauki, gdyż jesteśmy przekonani, że wszystkie te kwestie powinny stać się przedmiotem poważnej i głębokiej dyskusji na łamach naszego dziennika. Dziś proponujemy wam jedynie uchwalenie następującej deklaracji:

W przeświadczeniu, że rzeczywista realizacja zasad wolności, sprawiedliwości i pokoju na całym świecie będzie niemożliwa dopóty, dopóki ogromna większość ludzi będzie, tak jak obecnie, pozbawiona wszelkich dóbr, pozbawiona wykształcenia i skazana na nicość polityczną i społeczną, na niewolę - jeśli nie prawną, to faktyczną; w przeświadczeniu, że przyczyną owej niewoli i dyskryminacji jest nędza oraz to, że większość ludzi musi pracować bez wytchnienia, że nie ma ona chwili wolnego czasu, że produkując wszystkie bogactwa, którymi świat się obecnie szczyci, otrzymuje w zamian tak małą ich cząstkę, iż jedynie z trudem może sobie zapewnić chleb na dzień następny;

w przeświadczeniu, że dla wszystkich ludów, tak okrutnie wyzyskiwanych przez całe stulecia, sprawa chleba jest sprawą wyzwolenia intelektualnego, sprawą wolności i człowieczeństwa;

w przeświadczeniu, że wolność bez socjalizmu to przywilej i niesprawiedliwość i że socjalizm bez wolności to niewola i brutalność - zwolennicy Ligi oświadczają wszem wobec, że niezbędne jest dokonanie radykalnej reformy społecznej i ekonomicznej w celu wyzwolenia ludu pracującego od ucisku kapitału i właścicieli; podstawą tej reformy powinny być osiągnięcia nauki pozytywnej, zasady najbardziej autentycznej sprawiedliwości, nie prawnej, teologicznej lub metafizycznej, lecz po prostu ludzkiej, oraz zasady najpełniejszej wolności.

Liga oświadcza jednocześnie, że jej dziennik będzie jak najchętniej drukował wszystkie artykuły mające na celu gruntowne przedyskutowanie kwestii ekonomicznych i społecznych, pod warunkiem, że ich autorzy kierować się będą szczerą chęcią jak najpełniejszego wyzwolenia mas ludowych - wyzwolenia zarówno ekonomicznego, jak politycznego oraz intelektualnego.

Przypisy

2) Pod tym względem nauka o prawie jest całkowicie podobna do teologii; punktem wyjścia nauki o prawie jest fakt realny, lecz niezgodny ze sprawiedliwością: fakt przywłaszczenia siłą, drogą podboju; punktem wyjścia teologii jest absurdalny, fikcyjny fakt; objawienie boskie uznane za najwyższą zasadą. Jedna z tych nauk oparta jest na niedorzeczności, druga - na niesprawiedliwości. Każda z nich, posługując się najbardziej ścisłą logiką, buduje na podstawie przesłanki wyjściowej cały system: jedna system teologiczny, drugą zaś - prawny. (przyp. autora)

3) Tezę o zniesieniu dziedzicznej własności, jako drodze do ukształtowania socjalistycznych stosunków społecznych, Bakunin szeroko uzasadniał w "Egalite", organie romańskiej federacji Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników wydawanym w Genewie. Wysunął ją także na kongresie Stowarzyszenia w Bazylei (1869), polemizując z marksowskim postulatem nacjonalizacji własności ziemskiej. (przyp. red)

 

| Wstęp | Federalizm | Socjalizm | Antyteologizm |



[strona główna] [biografia] [pisma] [opracowania] [ikonografia] [bibliografia] [odnośniki] [redakcja]
Strony Internetowe Trojka Design  © 2001-2013 rozbrat.org