Michał Bakunin

FEDERALIZM, SOCJALIZM I ANTYTEOLOGIZM
Uzasadniony wniosek skierowany do Komitetu Centralnego Ligi Pokoju i Wolności. Genewa.

FEDERALIZM

Możemy oznajmić, że zasada federalizmu została jednomyślnie uznana przez Kongres Genewski. Napawa nas to wielką radością. Nawet Szwajcaria, która zresztą z takim powodzeniem stosuje obecnie tą zasadę w praktyce, opowiedziała się za nią bez zastrzeżeń i akceptowała ją z wszystkimi jej konsekwencjami. Niestety, w uchwałach Kongresu zasada ta została bardzo źle sformułowana i omawiana jest raczej nie bezpośrednio; wspomina się o niej w związku ze sprawami Ligi, którą powinniśmy założyć, później zaś w związku z projektem edycji naszego dziennika "Stany Zjednoczone Europy". Tymczasem, naszym zdaniem, powinna ona była zająć pierwsze miejsce wśród zasad wymienionych w naszej deklaracji.

Jest to bardzo przykre niedopatrzenie, które powinniśmy czym prędzej naprawić. Zgodnie z tendencją, którą reprezentowali wszyscy uczestnicy Kongresu Genewskiego, powinniśmy ogłosić, co następuje:

1. Stworzenie Stanów Zjednoczonych Europy jest jedynym sposobem zapewnienia zwycięstwa zasadom wolności, sprawiedliwości i pokoju w stosunkach międzynarodowych w Europie i uniemożliwienia wojny domowej między różnymi narodami europejskimi, które tworzą jedną rodzinę.

2. Stany Zjednoczone Europy nie będą mogły powstać z państw o obecnym ustroju na skutek potwornej nierówności ich sił.

3. Przykład nieboszczki konfederacji niemieckiej dowiódł w sposób niezbity, że konfederacja monarchii jest tylko pośmiewiskiem i nie jest w stanie zapewnić ludziom ani wolności, ani pokoju.

4. Żadne państwo scentralizowane, biurokratyczne, a tym samym militarne, choćby nawet nazywało się republiką - nie będzie mogło z całą powagą i szczerze podjąć decyzji wejścia w skład konfederacji międzynarodowej. Ze względu na swą konstytucję, która zawsze w sposób jawny lub niejawny będzie sprzeczna z tym, co jest potrzebne do zapewnienia krajowi wolności, z konieczności będzie ono stanowić przyczynę permanentnej wojny i zagrażać istnieniu krajów sąsiednich. Źródłem i podstawą istnienia takiego państwa jest dokonany niegdyś akt przemocy, podbój, czyli to, co w życiu prywatnym nazywa się kradzieżą z włamaniem, akt przemocy usankcjonowanej przez błogosławieństwo Kościoła i oficjalnych przedstawicieli wszystkich religii, przemocy uświęconej "wskutek upływu czasu i tym samym przekształconej w prawo historyczne. Każde państwo centralistyczne jest oparte na boskiej sakralizacji zwycięstwa przemocy jako na jedynym i najwyższym prawie; tym samym stanowi ono absolutną negację praw wszystkich innych państw, aczkolwiek zawierając traktaty uznaje ono te prawa, zresztą jedynie ze względu na interesy polityczne albo z powodu swojej bezsilności.

5. Wszyscy zwolennicy Ligi powinni więc poświęcić wszystkie swoje siły przebudowie ustroju swych krajów ojczystych. Dotychczasową organizację, opartą we wszystkich swych ogniwach na przemocy i zasadzie władzy, powinni zastąpić nową organizacją, której podstawą byłaby jedynie zasada kierowania się interesem, potrzebami i naturalnymi skłonnościami ludności oraz idea wolnej federacji, czyli łączenia się jednostek w gminy, gmin w prowincje (1), prowincji w narody, a tych wreszcie w Stany Zjednoczone najpierw Europy, później zaś całego świata.

6. Z tego wynika postulat całkowitego zrzeczenia się wszystkiego, co się nazywa historycznym prawem państw; należy uznać, że wszystkie spory dotyczące granic naturalnych, politycznych, strategicznych, handlowych należą do historii starożytnej. Wszyscy zwolennicy Ligi powinni się im stanowczo przeciwstawiać.

7. Przyznajemy niczym nie ograniczone prawo do całkowitej autonomii wszystkim narodom, wielkim i małym, wszystkim ludom słabym i potężnym, każdej prowincji, każdej gminie - pod tym tylko warunkiem, że wewnętrzny ustrój tych gmin i prowincji nie będzie stanowił groźby i niebezpieczeństwa dla autonomii i wolności krajów sąsiednich.

8. Jeśli jakiś kraj jest częścią składową jakiegoś państwa, to z tego nie wynika, choćby się z nim połączył dobrowolnie, iż ma on obowiązek pozostania w tym związku na zawsze. Żadne wieczne zobowiązanie nie może się ostać przed sądem sprawiedliwości ludzkiej, jedynej instancji, którą możemy uznać; dlatego nie uznamy nigdy innych praw ani innych zobowiązań, jak tylko te, które wynikają z zasady wolności. Prawo do swobodnego łączenia się i równie Swobodnego odłączania się jest pierwszym, najważniejszym ze wszystkich praw politycznych; bez tego prawa konfederacja byłaby zawsze tylko zamaskowaną centralizacją.

9. Ze wszystkiego, co wyżej powiedziane, wynika, że Liga powinna otwarcie potępić wszelki sojusz jakiegokolwiek odłamu narodowego demokracji europejskiej z państwami monarchicznymi, choćby ten sojusz miał na celu przywrócenie niepodległości, wolności krajowi uciskanemu, albowiem taki sojusz musiałby zawieść wszelkie pokładane w nim nadzieje i byłby zdradą sprawy rewolucji.

10. Liga, przeciwnie, właśnie dlatego, że jest Ligą Pokoju i reprezentuje stanowisko, wedle którego koniecznym warunkiem wywalczenia pokoju i jego podstawą jest jak najbardziej braterska i całkowita solidarność ludów, oparta na zasadach sprawiedliwości i wolności - powinna dobitnie i jawnie głosić, że darzy sympatią każde powstanie narodowe, którego celem jest zniesienie ucisku obcego lub rodzimego ciemięzcy, jeśli tylko walka prowadzona jest w imię naszych zasad i w interesie politycznym i ekonomicznym mas ludowych, nie zaś gwoli ambicji stworzenia potężnego państwa.

11. Liga będzie prowadziła nieprzejednaną walkę ze wszystkimi fetyszami, którym na imię siła, wielkość i potęga państwa. Wszystkim tym fałszywym i szkodliwym bożkom, którym złożono w ofierze miliony istnień ludzkich, przeciwstawimy chwałę rozumu ludzkiego, przejawiającego się w nauce, oraz ideał dobrobytu powszechnego, opartego na pracy i na sprawiedliwości.

12. Liga uzna istnienie narodowości za fakt naturalny; będzie głosiła, że narodowość ma niewątpliwe prawo do swobodnego istnienia i swobodnego rozwoju, ale nie uzna jej za zasadę, ponieważ zasada musi mieć charakter uniwersalny, narodowość zaś jest czymś ekskluzywnym, partykularnym. Tak zwana zasada narodowościowa w tym sformułowaniu, jakie za naszych czasów nadały jej rządy Francji, Rosji i Prus, a nawet wielu patriotów niemieckich, polskich, włoskich i węgierskich, jest jedynie wyrazem reakcyjnego przeciwstawiania się duchowi rewolucji; w istocie ma ona charakter wybitnie arystokratyczny, tak arystokratyczny, że jej konsekwencją jest pogarda dla dialektów tych ludów, które nie mają własnego piśmiennictwa. Ponadto z natury rzeczy jest ona przeciwstawna zasadzie wolności prowincji i prawdziwej samodzielności gmin, ą udzielają jej poparcia we wszystkich krajach bynajmniej nie masy ludowe; w jej imię stale się poświęca żywotne interesy mas ludowych na rzecz tak zwanego dobra publicznego, które jest jednak zawsze tylko dobrem klas uprzywilejowanych. Zasada ta nie wyraża nic innego jak rzekome prawa historyczne oraz ambicje państw. Prawa narodowości Liga zawsze będzie uważała jedynie za konsekwencję najwyższej zasady, zasady wolności; prawa te przestaną być prawami, z chwilą kiedy bądź staną się sprzeczne z zasadą wolności, bądź tylko przestaną ją uwzględniać.

13. Zjednoczenie jest celem, do którego ludzkość wytrwale dąży pokonując wszelkie przeszkody. Lecz staje się ono zgubą, niweczy rozum, godność i dobrobyt zarówno jednostek, jak i ludów, ilekroć realizowane jest bez uwzględnienia sprawy wolności, poprzez stosowanie przemocy bądź dzięki autorytetowi jakiejkolwiek idei teologicznej, metafizycznej, politycznej czy nawet ekonomicznej. Patriotyzm, który każe dążyć do zjednoczenia, lecz przesłania sprawę wolności, jest złym patriotyzmem, jest zawsze szkodliwy z punktu widzenia rzeczywistych interesów ludu i kraju, chociaż intencją jego rzeczników jest służenie krajowi i okrycie go chwałą; taki patriotyzm często sprzymierza się z reakcją - wrogiem rewolucji, a więc wrogiem wyzwolenia narodów i ludzi. Liga może uznać tylko takie zjednoczenie, które zostanie zrealizowane poprzez sfederowanie się części autonomicznych w jedną całość; zjednoczenie to nie będzie sprzeczne z prawami i interesami sfederowanych i nie będzie już musiało być cmentarzem, na którym pogrzebano dobrobyt ludności poszczególnych obszarów wchodzących w skład federacji. Przeciwnie, będzie czynnikiem pozytywnym, źródłem wszelkiej autonomii i dobrobytu. Liga będzie więc energicznie zwalczała każdą organizację religijną, polityczną, ekonomiczną czy społeczną, której działalność nie będzie w pełni zgodna z wielką zasadą wolności. Bez wolności nie ma rozumu, nie ma sprawiedliwości, nie ma dobrobytu, nie ma człowieczeństwa.

Takie oto są naszym zdaniem, a niewątpliwie i waszym, nieuniknione konsekwencje tej wielkiej zasady federalizmu, którą Kongres Genewski tak gromko ogłosił światu. Takie są niezbędne warunki pokoju i wolności.

Niezbędne? Tak. Ale czy jedyne? Nie sądzimy. Stany południowe w wielkiej republikańskiej konfederacji Ameryki Północnej w chwili uzyskania niepodległości przez ten kraj były stanami w pełnym znaczeniu tego słowa demokratycznymi (wiadomo, że w Ameryce nazywają siebie demokratami tylko wrogowie stanów północnych - rzecznicy interesów stanów południowych, tj. zwolennicy niewolnictwa, przeciwstawiający się jego zniesieniu) i reprezentowały stanowisko federalistyczne, którego wyrazem było nawet pragnienie uzyskania autonomii. Jednakże ostatnio wszyscy zwolennicy wolności i zasad humanitaryzmu potępiają je za wszczęcie niesprawiedliwej i świętokradzkiej wojny z republikańskimi stanami północnymi. Niewiele brakowało, aby stany południowe obaliły i unicestwiły najpiękniejszy ustrój polityczny, jaki kiedykolwiek istniał w historii. Cóż mogło być przyczyną tych dziwnych wydarzeń? Czy była to przyczyna polityczna? Nie, była to przyczyna o charakterze całkowicie społecznym. Wewnętrzny ustrój polityczny stanów południowych był pod wieloma względami bardziej doskonały, zapewniał większą wolność aniżeli ustrój stanów północnych. Tylko że ten wspaniały ustrój, tak jak republiki starożytne, miał jedną skazę: wolność obywateli była w nim oparta na przymusowej pracy niewolników. Ta skaza wystarczyła, aby państwa te runęły.

Obywatele i niewolnicy - oto antagonizm, który istniał zarówno w świecie starożytnym, jak i w niewolniczych państwach Nowego Świata. Obywatele i niewolnicy, tzn. ci, którzy pracują pod przymusem i choć nie są niewolnikami pod względem prawnym, są nimi w rzeczywistości - oto antagonizm w świecie współczesnym. I podobnie jak państwa starożytne zginęły wskutek niewolnictwa, tak państwa współczesne zginą wskutek istnienia proletariatu.

Na próżno staralibyśmy się pocieszyć myślą, że jest to antagonizm raczej pozorny aniżeli rzeczywisty albo że nie można przeprowadzić linii granicznej pomiędzy klasami posiadającymi a klasami nie posiadającymi, ponieważ te klasy są zmieszane ze sobą, a przejście od jednych do drugich ma mnóstwo pośrednich i nieuchwytnych odcieni. W świecie przyrody również nie ma tych linii granicznych; w hierarchii istot nie można na przykład wskazać, gdzie kończy się królestwo roślin, a zaczyna królestwo zwierząt, gdzie się kończy to, co zwierzęce, a zaczyna to, co ludzkie. Mimo to istnieją bardzo istotne różnice między rośliną a zwierzęciem i między zwierzęciem a człowiekiem. Tak samo jest w społeczeństwie ludzkim. Pomimo istnienia ogniw pośrednich, wskutek którego nie sposób dostrzec przejścia od przedstawicieli jednej pozycji politycznej i społecznej do przedstawicieli innej, różnica pomiędzy klasami jest bardzo wyraźna, każdy więc potrafi odróżnić arystokrację rodową od arystokracji finansowej, wielką burżuazję od drobnomieszczaństwa, a to ostatnie od proletariatu fabrycznego i miejskiego; podobnie łatwo jest odróżnić otrzymującego rentą wielkiego właściciela ziemskiego od chłopa-właściciela uprawiającego ziemią własnymi rakami, a farmera - od zwykłego proletariusza wiejskiego.

Wszystkie te różnorakie pozycje polityczne i społeczne dadzą się dziś sprowadzić do dwóch głównych kategorii; pozycja polityczna i społeczna jest zawsze związana z przynależnością do którejś z klas diametralnie przeciwstawnych i z natury wrogich; są to klasy polityczne: bądź klasy złożone ze wszystkich uprzywilejowanych, a więc tych, co posiadają ziemię czy kapitał, lub choćby tylko wykształcenie burżuazyjne, bądź klasy robotnicze, których członkowie nie posiadają ani kapitału, ani ziemi i pozbawieni są jakiejkolwiek ogłady i jakiegokolwiek wykształcenia.

Nawet jeśli ktoś nie posiada nic oprócz wykształcenia burżuazyjnego, to wskutek solidarności, łączącej wszystkich członków świata burżuazyjnego, zapewnia mu ono ogromne przywileje w dziedzinie wynagrodzenia za pracę; praca bowiem najbardziej przeciętnego bourgeois jest zawsze opłacana trzykrotnie lub czterokrotnie wyżej niż praca najinteligentniejszego robotnika.

Trzeba być sofistą lub ślepcem, aby zaprzeczać, że te klasy dzieli dziś przepaść. Podobnie jak było w starożytności, cywilizacja w świecie współczesnym obejmuje stosunkowo bardzo nieliczną mniejszość obywateli uprzywilejowanych i opiera się na pracy przymusowej (przymus głodu) ogromnej większości ludności, którą bezapelacyjnie skazuje na ciemnotę i prymitywizm umysłowy.

Na próżno usiłowalibyśmy przekonać samych siebie, że tę przepaść można wypełnić po prostu przez szerzenie oświaty wśród mas ludowych. Bardzo dobrze jest zakładać szkoły dla ludu; ale trzeba ponadto się zastanowić nad tym, czy człowiek z ludu, żyjący z dnia na dzień i utrzymujący rodzinę z pracy rąk własnych, sam pozbawiony wykształcenia i chwili odpoczynku, zmuszony aż do otępienia zamęczać się pracą, aby zapewnić rodzinie chleb na dzień jutrzejszy - czy taki człowiek może pomyśleć o wykształceniu swych dzieci, czy może mieć chęć i czy w ogóle ma możność posyłać swe dzieci do szkoły i zapewnić im utrzymanie przez cały czas ich nauki? Czy nie będzie potrzebował pomocy tych wątłych jeszcze istot, czy nie będzie mu niezbędna ich praca, aby zadośćuczynić wszystkim potrzebom rodziny? Za wielkie poświęcenie z jego strony należy uznać już to, że będzie dzieci posyłał do szkoły w ciągu roku lub dwóch lat, co pozwoli im trochę nauczyć się czytać, pisać i rachować, lecz przy tym sprawi, że ich rozum i serce zatruje katechizm chrześcijański, którego lekcji tak umiejętnie i hojnie udzielają preceptorzy w państwowych szkołach ludowych wszystkich krajów. Czy dzięki tym okruchem wiedzy masy robotnicze kiedykolwiek będą mogły się wznieść do poziomu wykształcenia burżuazyjnego? Czy przepaść ta będzie kiedykolwiek zasypana?

Oczywiście, że rozwiązanie tak ważnego zagadnienia wykształcenia i wychowania ludu zależy od rozstrzygnięcia drugiego problemu, znacznie trudniejszego, problemu radykalnej zmiany obecnej sytuacji ekonomicznej klas robotniczych. - Poprawcie warunki pracy, oddajcie pracy to, co sprawiedliwie pracy się należy, zapewnijcie ludowi spokojny byt bez troski o dzień jutrzejszy, zapewnijcie mu dostatek i czas wolny od pracy, a wtedy na pewno będzie się kształcił i stworzy cywilizację o szerszym zasięgu, bardziej powszechną, zdrowszą i wyższą aniżeli wasza.

Na próżno powtarzalibyśmy w ślad za ekonomistami, że poprawa sytuacji materialnej klas robotniczych zależy w każdym kraju od ogólnego postępu przemysłu i handlu oraz od całkowitego uniezależnienia się zarówno przemysłu, jak i handlu od kontroli i kurateli ze strony państwa. Wolność przemysłu i handlu jest bez wątpienia rzeczą doniosłą, jedną z głównych podwalin przyszłego międzynarodowego związku wszystkich ludów świata. Jesteśmy całkowicie oddani sprawie wolności, jesteśmy zwolennikami wolności we wszelkich jej przejawach, musimy więc być jej rzecznikami również i w tym przypadku. Ale z drugiej strony musimy przyznać, że dopóki istnieć będą państwa współczesne, dopóki nie zniknie pańszczyźniana zależność pracy od własności i kapitału, dopóty ta wolność, dzięki której bogaci się jedynie burżuazja, znikoma część ludności kosztem jej ogromnej większości, o tyle tylko przynosi korzyść, że jeszcze bardziej osłabia i demoralizuje małą grupę uprzywilejowanych, zwiększając zaś nędzę, pomnażając krzywdy i potęgując słuszne oburzenie mas robotniczych, przyspiesza zagładę państw.

Anglia, Belgia, Francja, Niemcy są niewątpliwie krajami europejskimi, w których handel i przemysł korzystają ze stosunkowo największej wolności i osiągnęły najwyższy stopień rozwoju. A jednocześnie są to kraje, w których nędza ludności jest najbardziej okrutna, przepaść zaś pomiędzy kapitalistami i właścicielami a klasami robotniczymi - większa niż gdziekolwiek indziej. W Rosji, w krajach skandynawskich, we Włoszech, w Hiszpanii, gdzie handel i przemysł są słabo rozwinięte, rzadko się zdarza, aby ktoś umarł z głodu, chyba że nastąpi jakaś niezwykła katastrofa. W Anglii śmierć z głodu jest zjawiskiem powszednim. Jej ofiarą padają nie tylko poszczególne jednostki, ale tysiące, dziesiątki, setki tysięcy ludzi. Czyż nie jest oczywiste, że w ustroju ekonomicznym, który dominuje obecnie w świecie cywilizowanym, wolność oraz rozwój handlu i przemysłu, wspaniałe zastosowanie osiągnięć nauki w produkcji, nawet maszyny, dzięki którym praca ludzka powinna stać się lżejsza i które powinny zatem wyzwolić robotnika - że wszystkie te wynalazki i cały ten postęp, którym słusznie chlubi się człowiek cywilizowany, zamiast polepszyć położenie klas robotniczych, jeszcze bardziej je pogarszają i czynią bardziej nieznośnym.

Jedynie Ameryka Północna w poważnej mierze stanowi wyjątek. Jednakże ten wyjątek bynajmniej nie obala ogólnej zasady - przeciwnie, potwierdza ją. Jeśli robotnicy amerykańscy są wynagradzani lepiej niż w Europie i jeśli nikt w Ameryce Północnej nie umiera z głodu, jeśli w tym kraju antagonizm między klasami dotychczas prawie nie istnieje, jeśli wszyscy pracujący są tam obywatelami, wszyscy zaś obywatele łącznie tworzą właściwie jedną zwartą grupę, jeśli wreszcie należyte wykształcenie w zakresie szkoły podstawowej, a nawet średniej posiadają szerokie masy ludności - to niewątpliwie w znacznej części trzeba to przypisać temu tradycyjnemu duchowi wolności, którego z Anglii przynieśli pierwsi koloniści. Realizacji zasady, która była wyrazem tego ducha wolności, mianowicie zasady wolności osobistej i samorządu gmin i prowincji, zrodzonej, wystawionej na próby i utrwalonej w toku wielkich walk religijnych, sprzyjała jeszcze ta rzadka okoliczność, że w dziewiczym kraju przestała na niej, że tak powiem, ciążyć przeszłość, mógł więc tam dzięki niej powstać świat nowy, świat wolności. A wolność - ta wielka czarodziejka, obdarzona tak cudowną siłą twórczą, sprawiła, że Ameryka Północna w ciągu niecałego stulecia zdołała stworzyć cywilizacją, która jest równa cywilizacji europejskiej, a obecnie zapewne nawet ją przewyższa. Ale nie należy się łudzić. Ten wspaniały postęp, ten godny zazdrości dostatek - wszystko to osiągnięto w znacznej mierze dzięki pewnym korzystnym warunkom, istniejącym zresztą nie tylko w Ameryce, ale i w Rosji: mamy na myśli ogromną ilość urodzajnej ziemi, która leży odłogiem wskutek braku siły roboczej. W Rosji, przynajmniej dotychczas, to wielkie bogactwo prawie zupełnie nie było wyzyskane, ponieważ wolność nigdy nie była naszym udziałem. Inaczej się rzecz miała w Ameryce Północnej. Panowała w niej wolność, jakiej nie było w żadnym innym kraju, co przyciągało corocznie setki tysięcy energicznych, przedsiębiorczych i inteligentnych kolonistów, którzy mogli się osiedlać na niezmierzonych a urodzajnych obszarach ziemi. Stanowią one bogactwo Ameryki, dzięki któremu w tym kraju, po pierwsze, nie ma pauperyzmu, po wtóre zaś - opóźnia się moment powstania kwestii społecznej: robotnik, który nie znajduje pracy, albo jest niezadowolony z płacy, jaką mu proponuje kapitał, w ostateczności zawsze może wyjechać na far west, aby tam na nie zajętych, dziewiczych terenach uprawiać ugory.

Ponieważ w Ameryce wszyscy robotnicy mają tę możliwość, są niezależni jak nigdzie w Europie, a ich płaca robocza siłą rzeczy utrzymuje się na pewnym poziomie. Wskazaliśmy czynniki dodatnie, wskażmy ujemne: ponieważ niską cenę wyrobów przemysłowych w poważnej mierze zawdzięcza się taniej pracy, fabrykanci amerykańscy w większości przypadków nie mogą konkurować z fabrykantami europejskimi. Stąd wynika konieczność taryfy protekcyjnej, która zapewnia przywileje przemysłowi stanów północnych. Ale w rezultacie stosowania tej taryfy powstało mnóstwo gałęzi przemysłu, które były tworem sztucznym, a co najważniejsze, taryfa ta, dyskryminując nieuprzemysłowione stany południowe, rujnowała je, co rodziło tendencje separatystyczne wśród ich ludności. Wtórnym skutkiem wprowadzenia taryfy protekcyjnej było to, że w Nowym Jorku, Filadelfii, Bostonie i wielu innych miastach powstały wielkie skupiska robotników-proletariuszy, których położenie stopniowo staje się analogiczne do sytuacji robotników w wielkich przemysłowych państwach Europy. I widzimy, że istotnie w stanach północnych już wyłania się kwestia społeczna, która znacznie wcześniej stała się aktualna u nas.

A więc musimy uznać za ogólną regułę to, że cywilizacja w naszym współczesnym świecie jest oparta, choć w nieco mniejszej mierze niż w świecie starożytnym, na przymusowej pracy i względnym barbarzyństwie mas ludności i że z jej zdobyczy korzystają jedynie nieliczni. Byłoby niesprawiedliwością twierdzić, że ta klasa uprzywilejowana nie wie, co to znaczy pracować; przeciwnie, w naszych czasach przedstawiciele tej klasy pracują wiele; liczba ludzi, którzy nic nie robią, zmniejsza się wśród nich wyraźnie, zaczyna się w tym środowisku szanować pracę. Jest tak dlatego, że nawet ci, którzy są w najbardziej szczęśliwej sytuacji, rozumieją teraz, że muszą pracować nie szczędząc sił, aby utrzymać się na poziomie współczesnej cywilizacji lub choćby tylko po to, by korzystać ze swych przywilejów i móc je zachować. Ale praca przedstawicieli klas uprzywilejowanych tym się różni od pracy robotników, że jest wynagradzana bez porównania lepiej, a ponadto umożliwia korzystanie z wolnego czasu. Klasa robotnicza nigdy nie rozporządzała czasem wolnym od pracy, bez którego niemożliwy jest umysłowy i moralny rozwój człowieka. Poza tym praca przedstawicieli klas uprzywilejowanych jest prawie wyłącznie pracą systemu nerwowego, czyli innymi słowy - wyobraźni, pamięci i myśli; natomiast praca milionów proletariuszy jest pracą fizyczną. Często - dotyczy to bowiem pracy we wszystkich fabrykach - nie wymaga ona równomiernego wysiłku wszystkich mięśni, powoduje rozwój tylko niektórych spośród nich, niedorozwój zaś wszystkich innych i odbywa się w warunkach szkodliwych dla zdrowia, uniemożliwiających harmonijny rozwój fizyczny. Pod tym względem o wiele bardziej uprzywilejowani są robotnicy rolni; organizm robotnika rolnego nie jest zrujnowany przez zaduch panujący w hutach i fabrykach, gdzie powietrze często zatruwają szkodliwe wyziewy, rozwija się bardziej harmonijnie, zgodnie z naturą, ponieważ nie deformuje go nadmierne ćwiczenie jednych mięśni kosztem innych. Jednakże robotnicy rolni, chociaż pod względem fizycznym są silniejsi i bardziej wszechstronnie rozwinięci niż robotnicy w miastach i fabrykach, są w porównaniu z nimi niemal z reguły mniej inteligentni i reprezentują niższy poziom umysłowy.

Ostatecznie jednak rzemieślnicy, robotnicy fabryczni i robotnicy rolni należą do tej samej kategorii, kategorii pracowników fizycznych, która jest przeciwstawna kategorii uprzywilejowanych pracowników umysłowych. Jakie są skutki tego podziału, który nie jest fikcyjny, lecz nader rzeczywisty i stanowi podstawę naszych obecnych stosunków, zarówno politycznych, jak i społecznych?

Przedstawiciele pracy umysłowej, którzy, nawiasem mówiąc, są powołani do reprezentowania współczesnego ustroju społecznego bynajmniej nie dlatego, że są mądrzejsi od innych, ale dlatego, że od urodzenia należą do klasy uprzywilejowanej - właśnie oni korzystają ze wszystkich dobrodziejstw obecnej cywilizacji; lecz jednocześnie daje im ona wszystko, co przyczynia się do ich demoralizacji: zapewnia im bogactwo, zbytek, komfort, dobrobyt, szczęśliwe życie w rodzinnym gronie, monopol na wolność polityczną wraz z możliwością wyzyskiwania milionów robotników oraz rządzenia nimi według swej woli i zgodnie z własnym interesem; dla nich są przeznaczone wszystkie dzieła, wszystkie subtelne odcienie wyobraźni i myśli... mają oni możliwość zostania pełnowartościowymi ludźmi, a zarazem są poddani oddziaływaniu wszystkich trucizn, które stworzyła ludzkość zdemoralizowana przez przywileje.

Cóż pozostaje dla pracowników fizycznych - dla niezliczonych milionów proletariuszy, a nawet dla drobnych posiadaczy ziemi? Nędza, z której nie można się wydobyć, nędza, która niweczy wszystkie radości życia rodzinnego (bo dla nędzarza rodzina rychło staje się ciężarem), ciemnota, zdziczenie, konieczność bytowania na poziomie niemal zwierzęcym. Mogą się oni pocieszać tylko tym, że stanowią piedestał cywilizacji, która zapewnia wolność nielicznej grupie uprzywilejowanych i demoralizuje ich. Jednakże pracownicy fizyczni mają w zamian coś innego - świeżość umysłu i wrażliwość serca. Umoralnieni przez pracę, choćby przymusową, nie stracili rzetelnego poczucia sprawiedliwości, ich zaś oceny i sądy są bardziej sprawiedliwe od wyroków prawników i kodeksów praw; sami są nieszczęśliwi, współczują więc wszelkim nieszczęściom, właściwy im jest zdrowy rozsądek nie skażony sofizmatami doktrynerskiej nauki ani kłamstwami polityki, a ponieważ jeszcze nie nadużyli uciech życia, a nawet wcale ich nie znają, zachowali wiarę w życie.

Ale - powiedzą nam - ten kontrast, ta przepaść między garstką uprzywilejowanych a olbrzymią masą wydziedziczonych istniała zawsze i nadal istnieje. Cóż więc się zmieniło? Zmieniło się to, że niegdyś tę przepaść zasłaniała mgła wierzeń religijnych, wskutek czego masy ludowe jej nie dostrzegały; obecnie, dzięki Wielkiej Rewolucji, która zaczęła tę mgłę rozpraszać, lud coraz wyraźniej dostrzega ową przepaść i pyta o przyczynę jej powstania. Ma to olbrzymie znaczenie.

Od czasu, gdy Wielka Rewolucja dała masom nową ewangelię, nie mistyczną, lecz racjonalną, nie niebiańską, lecz ziemską, nie boską, lecz ludzką - swą ewangelię praw człowieka; od czasu, gdy ogłosiła, że wszyscy są równi, wszyscy jednakowo powołani do korzystania z wolności i praw ludzkich - od tego czasu masy ludowe w całej Europie, w całym, cywilizowanym świecie budzą się stopniowo ze snu, w którego okowach trwały od chwili, gdy chrystianizm uśpił je swym makowym wywarem; zaczynają zadawać sobie pytanie, czy prawo do równości, wolności i człowieczeństwa nie powinno być również ich udziałem.

Zastanawiając się nad tymi zagadnieniami, lud we wszystkich krajach zdał sobie sprawę z tego, co jest podstawowym warunkiem jego rzeczywistego wyzwolenia, jego - pozwólcie mi użyć tego słowa - uczłowieczenia. Instynkt i godny podziwu zdrowy rozsądek umożliwiły ludowi zrozumienie faktu, że owym warunkiem jest radykalna zmiana własnej sytuacji ekonomicznej. Sprawa chleba rzeczywiście jest dla niego sprawą najważniejszą; przecież już Arystoteles powiedział, że człowiek, aby myśleć, czuć się swobodnym, stać się człowiekiem, musi być wolny od trosk materialnych. Zresztą bourgeois, którzy tak głośno narzekają na "materializm" ludu i którzy prawią masom kazania, zalecając w imię idealizmu powściągliwość i wyrzeczenie się wszelkich dóbr, wiedzą o tym dobrze, sami nic świecą bowiem przykładem. Druga sprawa ważna dla ludu - to sprawa czasu wolnego od pracy, który jest warunkiem sine qua non człowieczeństwa. Jednakże zdobyć chleb i wolny czas można jedynie w wyniku radykalnego przekształcenia obecnego ustroju społecznego. To właśnie wyjaśnia, dlaczego rewolucja zrodziła socjalizm. Zmusiły ją do tego logiczne konsekwencje jej własnych zasad.

Przypisy

1) Słynny patriota wioski, Józef Mazzini, za najdoskonalszy ustrój uznał republiką francuską 1793 roku. Jego ideałem politycznym były zasady ustrojowe tej republiki zinterpretowane w duchu poetyckiej tradycji Dantego, zespolone z ambitnymi wspomnieniami o Rzymie, władcy świata, w późniejszym zaś okresie zrewidowane i zmodyfikowane zgodnie z zasadami teologii nowoczesnej na poły racjonalistycznej, na poły mistycznej. Ten wielki patriota - ambitny i pełen pasji - zawsze reprezentował partykularny punkt widzenia i pomimo wszystkich swoich wysiłków nie zdołał się wznieść do idei sprawiedliwości międzynarodowej, chociaż w imię. wielkości i potęgi ojczyzny zawsze był gotów ponieść ofiary materialne i poświęcić swą wolność. Mazzini zawsze był zaciekłym przeciwnikiem autonomii prowincjonalnej, która z natury rzeczy utrudniałaby zespolenie wielkiego państwa włoskiego w jednolitą całość. Sądzi on, że do zrównoważenia wszechwładztwa silnej republikańskiej organizacji państwowej wystarczy autonomia gminna. Myli się: żadna gmina z oddzielna nie byłaby w stanie oprzeć się potędze tej olbrzymiej scentralizowanej organizacji - zostałaby zmiażdżona. Aby nie ulec w walce, powinna w celu wspólnego stawiania oporu połączyć się ze wszystkimi sąsiednimi gminami w federację 1 utworzyć wraz z nimi autonomiczną prowincję. Poza tym, jeśli prowincje nie będą autonomiczne, rządzić w nich będą urzędnicy państwowi. Pomiędzy prawdziwie konsekwentnym federalizmem a rządami biurokratycznymi nie ma nic pośredniego. Stąd wynika, że republika, której pragnie Mazzini, byłaby państwem biurokratycznym, a więc militarnym; stworzono by ją mając na celu jedynie zapewnienie jej potęgi, nie myśląc o zagadnieniu wolności wewnętrznej, nie dążąc do realizowania zasad sprawiedliwości międzynarodowej. W roku 1793, pod rządami Terroru, gminom we Francji przyznano autonomię, co ich nie uchroniło przed zmiażdżeniem przez despotyczny rewolucyjny Konwent, a raczej przez despotyczną Komunę Paryską, której naturalnym dziedzicem był Napoleon. (przyp. autora)

 

| Wstęp | Federalizm | Socjalizm | Antyteologizm |



[strona główna] [biografia] [pisma] [opracowania] [ikonografia] [bibliografia] [odnośniki] [redakcja]
Strony Internetowe Trojka Design  © 2001-2013 rozbrat.org