Alfred Angiolini

Międzynarodówka we Włoszech 1865-1874


Próba powstańcza 1874 roku

Prześladowania ze strony władzy, chęć szybkiego zdobycia czegoś pozytywnego dla zadowolenia rewolucyjnych dążności stowarzyszonych, niewygasła nadzieja na ewentualną pomoc partii republikańskiej - coraz bardziej skłaniały Międzynarodówkę porzucenia pokojowej i jawnej propagandy i obrania drogi spisków, środków gwałtownych i ruchu zbrojnego. Jeden z kongresów prowincjonalnych, odbyty w lipcu 1873 roku, uznał zbrojną walkę uliczną za najostrzejszy ze środków, jakimi posługiwać się można dla propagandy... Na szóstym kongresie generalnym w Genewie federacja włoska zupełnie jasno wykazała swoją dążność do przejścia od teorii do praktyki, od propagandy do czynu.

Po tym kongresie następują wybitne zmiany, cechujące nowy kierunek. Centralny urząd korespondencyjny zostaje przeniesiony z Bolonii do Florencji, gdzie również zostaje ustanowiona nowa rada federacyjna. Andrzej Costa przestaje być jej członkiem, lecz pozostaje pośrednikiem pomiędzy ową radą a komitetem federacyjnym całego "antyautorytarnego" odłamu Międzynarodówki, z siedzibą w Brukseli. Federacja włoska nie występuje odtąd na zewnątrz ani za pomocą pism, ani za pomocą odezw, ani w żaden inny sposób. Nawet nazwa jej nie jest wymieniana; zamiast niej zjawia się "Włoski Komitet Rewolucji Społecznej".

W roku 1874 Międzynarodówka dochodzi do zenitu swego rozwoju. Liczy dziesięć federacji okręgowych. Były to: romańskie z siedzibą w Rawennie, marchijsko-umbryjska z siedzibą w Ankonie, neapolitańska - w Barletta, piemoncka - w Turynie, liguryjska - w Wenecji, lombardzka - w Lodi, sardyńska w Iglesias i wreszcie toskańska z siedzibą w Livorno, a później w Pizie.

Międzynarodówka wydawała kilkanaście pism w różnych częściach Włoch. Lecz ponieważ pisma te były wydawane jawnie, publicznie, więc nie można było w nich głosić wszystkiego, co było niezbędne dla agitacji przedrewolucyjnej. Toteż Międzynarodówka przystąpiła do wydawania biuletynów rewolucyjnych, ukazujących się pod firmą Komitetu Rewolucji Społecznej. Każdy taki biuletyn składał się z jednej tylko kartki. Wydawany był na welinowym papierze przez sekcję florencką i rozsyłany komisjom federacji prowincjonalnych, które z kolei rozsyłały je zależnym od siebie sekcjom, utrzymując jednak w tajemnicy przed nimi źródło owych komunikatów. Biuletyn powinien się był najpierw ukazywać w najdalej położonych od Florencji miejscowościach.

Działo się tak w myśl instrukcji Andrzeja Costy, który brał bardzo czynny udział w przygotowywaniu rozruchów rewolucyjnych.

Pierwszy biuletyn był zatytułowany: "Włoski Komitet Rewolucji Społecznej nr 1. Styczeń roku 1874". Był on napisany przez Andrzeja Costę. Wykładał program Międzynarodówki włoskiej, a następnie stwierdzał:

"Propaganda pokojowa idei rewolucyjnych uczyniła już swoje i winna ustąpić propagandzie uroczystej i głośnej, propagandzie walki zbrojnej i barykad. Nie zaniedbamy żadnego środka, aby wybuchła walka między ludem a klasami uprzywilejowanymi. Będziemy podżegali nienawiść ludu ku nim, będziemy to czynili wszędzie - w kościele i w państwie, w gminie i w rodzinie. Przyjdzie dzień, w którym my wszyscy - prześladowani, bici, krzywdzeni, zgłodniali wyjdziemy naraz z chałup naszych, z lepianek, z ruder, z nor bezsłonecznyeh, aby z ziemią zrównać gmachy będące przybytkami przesądów, aby odebrać ziemię, złoto, bogactwa, dobra wszelkie, które my od wieków wytwarzamy i z których wy od wieków korzystacie. Kamienia na kamieniu nie pozostawimy z obecnego społeczeństwa. Biada wtedy wam, dzisiejsi zwycięzcy, wyzyskiwacze, tryumfatorzy".

Biuletyn ten był szeroko czytany. Klasy zamożne zatrwożyły się; policja rozpoczęła poszukiwania. Nastąpiło kilka aresztowań w Livorno, Pizie, Sienie i Pointassieve.

W marcu tego samego roku Międzynarodówka rozesłała następny biuletyn. Był on zatytułowany: "Do ludu włoskiego. Manifest Włoskiego Komitetu Rewolucji Społecznej nr 2. Marzec 1874".

Biuletyn był odezwą do robotników miejskich. W krótkich słowach wyłuszczał zasady rewolucyjnego socjalizmu, a następnie wzywał do walki w następujący sposób:

"Okrzyk przedśmiertny konających bojowników Komuny powołał nas na krwawą drogę. Ktokolwiek na tej ziemi jest uciśniony, wydziedziczony, wyzuty z praw - niechaj łączy się z nami, nie dla próżnego rozpatrywania oderwanych formuł, lecz dla złączenia się i śmiałego marszu naprzód. Lud jest znużony frazesami - należy wystąpić do boju. Nie chcemy lekarzy, nauczycieli, adwokatów, nie chcemy prezydentów, konsulów, dyktatorów. Nie jesteśmy tchórzliwym stadem, nie trzeba nam pastucha, który by nas głaskał, aby tym łacniej wełnę ostrzyc. Łączmy się, bracia! Dziś pastwi się nad nami tyrania, lecz jutro, jeżeli zechcecie, zaśpiewamy hymn nad jej przeklętą mogiłą. Nie dawajcie posłuchu Garibaldiemu. Socjalizm jego jest nieporozumieniem, gdyż zasady prawdziwego socjalizmu nazywa on krańcowością i przesadą. Garibaldi chciałby, aby stowarzyszenia robotnicze były towarzystwami wzajemnej pomocy. Odbierzcie tym stowarzyszeniom ich charakter i program rewolucyjny, a utracą wnet wszelkie znaczenie i burżuazja wyśmieje je..."

W roku 1873 warunki pogorszyły się jeszcze. Rok ten był jednym z najgorszych, jakie widziały Włochy. Zbiory nie wystarczały na potrzeby ludności. Nastąpiła drożyzna. Spodziewano się, że nadchodząca zima będzie bardzo ciężka dla warstw ubogich - wieśniaków i robotników. W ślad za nędzą idzie głuchy pomruk niezadowolenia; dochodzi do manifestacji i do tumultów ulicznych. Jednocześnie rozpoczynają się strajki - owoc propagandy Międzynarodówki. Lecz dość przypomnieć sobie, że dzieje się to w roku 1873, aby pojąć, jak mało zdziałać mogli robotnicy, strajkujący bez przygotowania, bez organizacji, bez zapasów. Ważniejsze strajki były następujące: strajki robotnic pracujących w fabrykach cygar w Rzymie i we Florencji (pierwszy w lutym, drugi w czerwcu 1874 roku) oraz strajki murarzy, stolarzy i kowali w kwietniu tego samego roku. Poważne rozruchy wybuchły w Kremonie, w Padwie, w Pannie, w Faenizy, w Imoli i przede wszystkim w Forli. Manifestacje nie tylko nie ustały, lecz pod wpływem wzrastającej drożyzny odbiły się głośnym echem w całych środkowych Włoszech. 4 lipca rozruchy powtórzyły się w Forli tudzież w Forlimpopoli, Predappio, Rimiini i Prato, 5 - w Cesena, w Lucca i w Pescia, 6 - w Pizie, w Monte San Savinoj w Montevarchi, w Livorno, 8 - w Pistoia, 10 - w Bolonii i w Massa.

We Florencji, którą uważać można za centrum działalności Międzynarodówki, ruch był żywszy jeszcze niż gdzie indziej. 16 lipca zastrajkowało 800 robotnic fabryki cygar, żądając wyższych płac i lepszego traktowania ze strony dyrektora. Rozpędzenie strajkujących robotnic przez policję i wojsko wywołało oburzenie ludności. Prefekt i kwestor, aby przyspieszyć zakończenie strajku, przyrzekli, że stanie się zadość słusznym żądaniom robotnic. I aczkolwiek w nocy z 17 na 18 lipca aresztowano wszystkie robotnice będące członkami komitetu strajkowego, 18 strajk zakończył się zwycięstwem robotnic. Po zakończeniu strajku odbyła się manifestacja ludowa przeciwko drożyźnie, która stawała się coraz nieznośniejsza.

Lecz wszystkie te ruchy żywiołowe nie mogły doprowadzić do celu. Brakło dyscypliny, brakło siły potrzebnej do walki i zwycięstwa.

Opisane wypadki zaszły w Romanii i w Toskanii. Lecz niezadowolenie panowało w całym kraju. Nawet i stronnictwa umiarkowane zdawały sobie sprawę, że położenie jest groźne, i pisma rządowe zaczęły wzywać do zarządzenia energicznych środków, nie ku polepszeniu bytu wieśniaków i robotników, lecz dla zwalczania Międzynarodówki i zgniecenia tego straszliwego stowarzyszenia.

Z drugiej strony przywódcy Międzynarodówki łudzili się, że niezadowolenie ludu może doprowadzić do rewolucji, i starali się ją przespieszyć. I tym razem na pierwszy plan wysuwają się: Michał Bakunin i Andrzej Costa. Ten ostatni kilkakrotnie jeździ do Locarno dla zobaczenia się z Bakuninem, udzielenia mu informacji, otrzymania od niego rozkazów dotyczących organizacji buntu. Bakunin był niejako naczelnikiem powstania, Costa zorganizował je, z niesłychaną energią i odwagą przebiegając wzdłuż i wszerz całe Włochy - zaś Karol Cafiero, którego imię wymienialiśmy już parokrotnie, dostarczył środków na nie, poświęcając na to swój majątek; prócz majątku oddał on na usługi rewolucji całą działalność swego bystrego i wszechstronnego umysłu.

Karol Cafiero, jedna z najpiękniejszych postaci w Międzynarodówce, urodził się we wrześniu 1846 roku w Barletta, w szlacheckiej i zamożnej rodzinie. Wychowanie otrzymał w arystokratycznym kolegium, które ukończył mając lat 15. W tak młodym wieku zaczął już uczęszczać na wykłady uniwersytetu neapolitańskiego. Tam umysł jego, nadzwyczaj bystry i lotny, uwolnił się od zaszczepionych w kolegium przesądów i nakłonił się szybko ku prądom wolnościowym i humanitarnym. W roku 1865 ukończył wydział prawny i udał się do Florencji (podówczas stolicy Włoch), aby otrzymać miejsce przy jakiejś ambasadzie. Lecz szybko poczuł wstręt do dyplomatycznej obłudy i porzucił tę karierę, w której niewątpliwie oczekiwały go sława A zaszczyty. W roku 1867 udał się wraz z kilku przyjaciółmi na wystawę paryską. Już wtedy zainteresowały go nowe teorie, z którymi się zapoznał. Później udał się do Anglii i z bliska przyjrzał się Międzynarodówce. Komuna Paryska wzbudziła w nim entuzjazm, jak zresztą w bardzo szerokich kołach ówczesnej młodzieży. W roku 1871, przejeżdżając przez Szwajcarię, poznał się z Bakuninem, który wywarł nań niezatarty wpływ. Odtąd Cafiero całą swą działalność i całe swe materialne bogactwo oddał do rozporządzenia Międzynarodówki. Powróciwszy do Neapolu, znalazł się razem z Fanellim i z Friscią w szeregach najczynniejszych rewolucjonistów. W roku 1871 był już stałym współpracownikiem pisma "Campana" ("Dzwon"). W listopadzie tego samego roku był delegatem na kongres mazzinistów w Rzymie. W roku 1872 brał udział we wszystkich konferencjach i kongresach, o których mówiliśmy powyżej. Oddał swój majątek Międzynarodówce, dla której ów neofita był głównym źródłem dochodów. Rodzina Cafiera była religijna i burżuazyjna, toteż starała się nie dopuścić do oddania majątku stowarzyszeniu rewolucyjnemu. Cafiero wtedy użył podstępu. Udał, że wycofuje się z Międzynarodówki i powraca do życia prywatnego, lecz skoro tylko odzyskał prawo rozporządzania swym majątkiem, sprzedał go, a otrzymaną zań sumę w wysokości siedmiuset tysięcy franków oddał do rozporządzenia partii. Osobiście był tak oszczędny, że przez dwa lata nie jadał mięsa i nie palił (poprzednio zaś był namiętnym palaczem), byle tylko przysporzyć pieniędzy kasie rewolucyjnej.

W końcu roku 1873, gdy zakochał się w Olimpii Kutuzowej, z którą się połączył w swobodnym związku, i razem z nią zamierzał powrócić do Włoch, Bakunin obawiając się prawie, że Cafiero może obecnie zmienić poglądy, że może sprzeciwić się rozpoczęciu rewolucji, postanowił przyspieszyć jej wybuch, aby Cafiero po powrocie zastał już rzeczy w stanie uniemożliwiającym, wszelką myśl o odwrocie. Prócz tej specjalnej przyczyny istniała przyczyna ogólniejszej natury; było nią zaznaczone już przez nas złudzenie, że Włochy są dojrzałe do rewolucji. Przekonanie to było tak silnie zakorzenione, że uznano za zbyteczny udział w kongresach Międzynarodówki, na których sprawy stowarzyszenia poddawane były publicznej dyskusji.

Włoska Międzynarodówka stała się stowarzyszeniem spiskowym. Na siódmy kongres, zwołany do Brukseli na dzień pierwszy sierpnia 1874 r., nie wysłała swych przedstawicieli, lecz ograniczyła się tylko do nadesłania odezwy, przedstawionej kongresowi przez Schwitzgubela, i przez Gomeza.

Manifest ten głosił:

"Włochy nie będą przedstawione na kongresie, gdyż Międzynarodówka nie posiada już we Włoszech jawnej organizacji, a żadna z grup naszej rozgałęzionej organizaji spiskowej nie ma zamiaru stracić jednego ze swych członków, który mógłby jutro z bronią w ręku przysłużyć się naszej sprawie. System organizacji legalnej i jawnej jest bezsensowny i bezużyteczny. Wolność słowa, druku, prawa zebrań, słowem: wszystko, co tylko ofiarować nam może konstytucja włoska, jest bronią w ręku naszych przeciwników i zasadzką, w której musielibyśmy zginąć. Zewsząd idały się słyszeć żądania zasadniczej zmiany. Ta jednomyślność wskazywała, że można rozciągnąć sieć spisku rewolucyjnego na całe Włochy, przenikając przy tym do najniższych warstw proletariatu. Nie możemy tu opisać środków, przy pomocy których zorganizowaliśmy ten rozgałęziony spisek, lecz na jeden ważny punkt musimy zwrócić waszą uwagę: nie zmieniliśmy nic z naszego sławnego programu z Rimini, który streścić się daje w dwóch słowach: anarchia i kolektywizm. Spiskujemy po to, aby urzeczywistnić go w całej rozciągłości. Wszelako będąc gotowi ido przeprowadzania, nie ogłaszamy jednak publicznym dekretem, że wystarczy nam sił i energii, by go przeprowadzić. Uważamy działalność kongresów za zakończoną. Włochy rewolucyjne z zapałem pójdą po drodze, którą obrały, a która prowadzi do ostatecznego celu: tryumfu rewolucji społecznej".

Rozpoczęcie przygotowań rewolucyjnych zostało postanowione przez tajny zjazd przywódców "antyautorytarnego" i anarchistycznego skrzydła Międzynarodówki, odbyty w miejscu będącym siedzibą centralnej komisji korespondencyjnej, mianowicie w Brukseli. Na kongres ten przybył Costa i on to w zgodzie z Bakuninem nastawał na konieczność niezwłocznego rozpoczęcia rewolucji we Włoszech, dowodząc, że powszechne niezadowolenie dosięgło szczytu i należy zeń korzystać, że Romamia, Toskania, Sycylia i Kalabria czekają tylko hasła, że można liczyć na trzydzieści tysięcy stowarzyszonych, podzielanych na drobne oddziały, prócz masy proletariuszy, która dołączy się do powstańców.

Wybuch miał nastąpić jednego dnia w różnych miejscowościach Romanii, Toskanii, prowincji neapolitańskiej i Sycylii. Ruch miał się zacząć w małych miasteczkach w celu rozproszenia sił wojskowych rządu i ogołocenia z nich miast, w których można by wtedy pochwycić w swe ręce władzę i zagarnąć kasy rządowe. W każdym powiatowym mieście i w każdej większej gminie miały być ustanowione po zwycięstwie rewolucjonistów komitety kierownicze na wzór Komuny Paryskiej.

Powstanie zostało ostatecznie postanowione. Przygotowano strzelby, bomby Orsiniego i inną broń. Wszystkie sekcje otrzymały zawiadomienie o terminie rozpoczęcia rozruchów za pomocą umówionego zdania: "Wiadome operacje handlowe rozpoczną się 1 sierpnia". Romania, którą słusznie uważano za dzielnicę Włoch najlepiej przygotowaną do ruchu, miała pierwsza dać hasło, nie wpierw jednak, nim partia republikańska zadecyduje, czy przyłącza się do tego ruchu, czy też nie. Można było oczekiwać, że wielu republikanów się przyłączy.

Dawne niesnaski chwilowo przycichły. Coraz częstsze i burzliwsze manifestacje ludowe nasuwały mazzinistom i republikanom myśl, że jednak lud można by popchnąć na drogę walki rewolucyjnej. Uśmiechała im się nadzieja obalenia monarchii i ustanowienia we Włoszech rządów republikańskich.

Sojusz z Międzynarodówką był w takim razie dla nich niezbędny, a zarazem jedynie tymczasowy. Dlatego mogli się nań zgodzić nawet ci spomiędzy mazzinistów, dla których sama myśl o zgodzie z Międzynarodówką wydawała się wstrętną. Międzynarodówka wraz z ludem, który coraz bardziej odwracał się od partii republikańskiej, dopomogłaby im do obalenia królestwa i ogłoszenia rzeczypospolitej. Potem walkę z Międzynarodówką można by rozpocząć na nowo, gdyż każda strona pozostałaby przy swych ideałach.

Zwolennicy przymierza mówili, że dążenie do rzeczypospolitej socjalnej zbliża do siebie republikanów i Międzynarodówkę, że ta ostatnia, idąc w swych żądaniach dalej od partii republikańskiej, tym samym nie odrzuca nic z nie sięgającego tak daleko programu republikanów, albowiem równość polityczna będąca celem republikanów jest koniecznym etapem w drodze do równości społecznej, o której marzą zwolennicy Międzynarodówki.

Lud zresztą szedł za Międzynarodówką właśnie dlatego, że obiecywała i przygotowywała rewolucję. Gorętsi republikanie porzucali swą partię, oskarżali swych przywódców o osobiste cele i widoki i pomnażali szeregi Międzynarodówki. Dla partii politycznej, która chciała utrzymać swój wpływ na luld, było w tym momencie rzeczą niemożliwą sprzeciwienie się dążeniom Międzynarodówki. Republikanie pod grozą utraty popularności nie mogli odsunąć się od rewolucji, która zresztą nie stała w sprzeczności z ich własnymi tradycjami.

Pisma ówczesne mówią o oddziałach zbrojnych, które mazziniści usiłowali formować w Romanii w roku 1873. W tym czasie załogi wojskowe w Romanii zostały wzmocnione, gdyż prowincja ta wydawała się najbardziej zagrożoną ze względu na ruch, w którym mieli uczestniczyć i niektórzy republikanie.

Ze Szwajcarii, z końcem 1873 i na początku 1874 roku, wciąż przybywali emisariusze, którzy odwiedzali wybitnych republikanów. Miało to na celu zapewne zawarcie układu pomiędzy Międzynarodówką a republikanami.

Akcja umiejętnie prowadzona, osiągała powodzenie. W pierwszych dniach sierpnia przywódcy mazzinistów zwołali zgromadzenie, na którym mieli postanowić, jak się zachować wobec organizowanego przez socjalistów powstania, które miało lada dzień wybuchnąć. Przedtem odbyło się poufne zebranie wybitnych mazzinistów w Rimini, gdzie zarówno republikanie, jak i socjaliści byli dość silnie zorganizowani. Następnie, dnia 2 sierpnia, 28 mazzinistów zeszło się w willi Herkulesa Ruffiego. W zgromadzeniu tym najwybitniejszą osobistością był Aureliusz Saffi. Prócz tego był tam Aleksander Fortis, który później wystąpił z partii republikańskiej, i cały szereg wybitnych patriotów, przeważnie ludzi mężnych i rozumnych.

Rząd, u steru którego stała podówczas prawica z Markiem Minghettim na czele, od niejakiego czasu był powiadomiony o przygotowującym się ruchu i projektowanym porozumieniu. Informatorów było kilku. Wśród nich zasługuje na wzmiankę Karol Terzaghi, członek Międzynarodówki, który pozostawał w korespondencji z kwestorem turyńskim. [Komisarzem policji. - Red.]

Rząd uznał zebranie w willi Ruffiego za niebezpieczne dla porządku publicznego i dla klasy panującej. Podczas gdy dwudziestu ośmiu republikanów spokojnie obradowało, agenci "bezpieczeństwa publicznego" [Policji politycznej. -Red.] wtargnęli na salę obrad i aresztowali wszystkich zgromadzonych, nie przedstawiając nawet, wbrew procedurze prawnej, rozkazu aresztowania. Przez ostrożność i z obawy wywołania rozruchów aresztowanych nie zaprowadzono natychmiast do więzienia, lecz trzymano przez 35 godzin pod strażą w wilii, do której wzbraniano dostępu osobom postronnym i nawet samemu właścicielowi, czyniąc z niej tymczasowe więzienie.

Aresztowanie zebranych republikanów w willi Ruffiego wywarło wielkie wrażenie i było komentowane nieprzychylnie. Republikanie twierdzili, że zebranie rozpatrywało sprawę taktyki podczas najbliższych wyborów politycznych. Saffi i jego towarzysze ogłosili energiczny protest przeciwko oskarżeniu ich o tajemne knowania z Międzynarodówką, od której, twierdzili, dzieli ich cała przepaść.

Prefekt prowincji - Livorno utrzymywał jednak, że aresztowane zebranie zostało schwytane na gorącym uczynku knucia spisków. Istotnie nie można brać poważnie twierdzenia, że zebranie miało na celu wyznaczenie kandydatów na najbliższe wybory. Być może, że odłam Saffiego wziąłby górę, że sojusz z Międzynarodówką nie doszedłby do skutku, ale według zapewnień dobrze poinformowanych osób mazziniści w ten czy w inny sposób byliby wzięli udział w powstaniu.

Było to pierwszą porażką Międzynarodówki, gdyż straciła silne poparcie. Spiskowcy nie tracili jednak otuchy. Wybuch rewolucji był postanowiony nieodwołalnie. W tym czasie właśnie w Romanii i Toskanii został rozrzucony i rozlepiony trzeci z rzędu biuletyn rewolucyjny. Oto brzmienie tego biuletynu:

"Włoski Komitet Rewolucji Społecznej nr 3. Do wszystkich proletariuszy, włoskich! Sierpień 1874 roku.
Po raz ostatni zwracamy się do was, gdyż dowiedliście już, o czym myślicie i czego pragniecie. Samorzutne manifestacje przeciw drożyźnie, postrach, jaki one rauciły na burżuazję, poruszenie, które jeszcze nie ustało, a przede wszystkim postanowienie skończenia raz na zawsze z tym nieznośnym stanem rzeczy - wszystko to dowodzi, że lud drobnymi, częściowymi poruszeniami przygotowuje się do wielkiej rewolucji. Dosyć już słów - przystępujmy do dzieła! Należy uczynić wszędzie to, coście czynili tu i ówdzie, należy skończyć to, coście zaczęli, Nie o układy z panami i tańszy chleb tu chodzi, lecz o prawo do całkowitego produktu naszej pracy. Powinniśmy walczyć 'na śmierć i życie o zniesienie wszelkich przywilejów, o zupełne wyzwolenie ludzkości. Zdrajcą jest każdy, kto chciał ukołysać was szumnymi zdaniami lub zastraszyć majakami, wylęgłymi w wyobraźni. Zdrajcą jest każdy, kto wyzyskuje zapał ludu i odwleka wybuch w imię porządku i dla dobra ojczyzny.

Rewolucja nas jednoczy. Podziały istniejące lub mogące nastąpić przestają istnieć z chwilą poruszenia się mas ludowych. Pozostaje jedna wielka, niepodzielna całość - lud, przeciw któremu sprzymierzają się wszystkie siły reakcji. Należy wypowiedzieć się otwarcie za ludem lub przeciw ludowi, gdyż inne podziały nie dają się tu zastosować. Zwracamy się do (was wszystkich, robotnicy wsi i miast, z uroczystym wezwaniem, abyście się połączyli w jeden wielki związek i nie czekali dłużej.

Jedyną potęgą rzeczywistą na świecie jest siła i ona to w zależności od tego, czy dobrze, czy źle użyta, nazywa się prawem lub przywilejem. Przekształcimy świat, jeżeli potrafimy siłę, (którą wrogowie nasi podtrzymują swe przywileje, zużytkować dla zaprowadzenia naszych praw. Wrogowie nasi innej siły nie mają prócz tej, jaką otrzymali od nas. Ich jedność istnieje dzięki naszym podziałom. Połączmy się, a skończymy z nimi. Przyszłość jest w waszym ręku. Wybierajcie pomiędzy wolnością i niewolą!

Przyjaciele, bracia, jeśli jesteście tacy, jacyście być powinni, jeśli zepsucie nie ma do was dostępu, jeśli krew, nie woda, w żyłach waszych płynie, jeśl nie zajęcze serce w piersi waszej bije, jeśli kochacie wolność i nienawidzicie niewoli, jeśli wreszcie jesteście ludźmi: chwytajcie za broń i idźcie z nami!

Do braci naszych, żołnierzy, mówimy: Bracia! Ta sama krew płynie w naszych i w waszych żyłach; tylko ponury ustrój dzisiejszego społeczeństwa sprawia, że stoimy naprzeciw siebie, jak wrogowie. Pierwsi nie użyjemy przeciw wam broni. Pamiętajcie, że to braci waszych będziecie zabijali na chwałę katów waszych i na waszą wieczystą hańbę... Krew, którą przelejecie, spadnie na wasze głowy. Karność wojskowa jest straszydłem wymyślonym w celu poniżenia was... Sława, nad którą się rozwodzą wasi panowie, jest waszą hańbą. Ojczyzna - to ich nienasycona żarłoczność.

Obowiązkiem niewolnika jest bunt. Obowiązkiem żołnierza jest dezercja. Powstańcie, proletariusze! Dezerterujcie, żołnierze! Broń, którą wam dali wasi dowódcy, byście nas mordowali, przeciw nim samym obróćcie. Pod tym warunkiem będziecie się mogli z nami zbratać i przysłużycie się dobrze Rewolucji Społecznej. Ostatnie to już nasze słowo i rychło potwierdzą je nadciągające wypadki.

Bądź pozdrowiona, jutrzenko naszego odkupienia!"

Ta płomienna odezwa była hasłem do powstania, które - jak wiemy - miało wybuchnąć jednocześnie w różnych punktach półwyspu, we Florencji, w Bolonii, w Neapolu, w Rawennie, w Kremonie i w innych miejscach. Lecz po dojrzalszym namyśle postanowiono, aby Bolonia zaczęła pierwsza. Bakunin, którego zapewniono, że wybuch powstania niewątpliwie nastąpi, udał się natychmiast do Bolonii i ukrywał się tam przez siedem do ośmiu dni oczekując walki, którą miał osobiście kierować. W tym samym czasie Andrzej Costa wyruszył z Rzymu do Bolonii, w towarzystwie murarza Antoniego Cornacchii, znanego pod przezwiskiem Bavaresa. Obaj zatrzymali się w Imoli, gdzie Bavaresa miał pozostać w celu objęcia kierownictwa miejscowym ruchem.

Ale policja, po zajściu w willi Ruffiego, działała energicznie. 5 sierpnia z upoważnienia władz sądowych aresztowano republikanina Pawła Zappiego. Jednocześnie rozkazem prefekta zostało zamknięte republikańsko-demokratyczne stowarzyszenie w Imoli. Następnego dnia uwięziono Andrzeja Costę i niejakiego Silvagniego, przywódcę organizacji Międzynarodówki w Forli. Jakaś fatalność prześladowała spiskowców. Pomoc republikanów nie dopisała, najbardziej wpływowi ludzie stronnictwa zostali aresztowani. Okoliczności były niepomyślne, lecz cofać się było już za późno. Hasło już padło, spiskowcy odlewali już kule i szykowali naboje, strzelby były już zakopane w umówionym miejscu w okolicy Bolonii.

Bakunin, który o przygotowywanym ruchu ani na chwilę nie zwątpił, drżał z niecierpliwości, oczekując rozpoczęcia lada chwila krwawej walki. Twierdził, że policja żywym go nie weźmie. Miał na wszelki wypadek przygotowaną nitroglicerynę i przy najmniejszym alarmie gorączkowo chwytał za rewolwer. Wiara jego i zapał były tak wielkie, że gdy mu zabrakło pieniędzy, zastawił u pewnego cyrulika pierścień będący pamiątką rodzinną, z którą się dotąd nigdy nie rozstawał.

Plan powstania, które wybuchnąć miało w Bolonii, a stamtąd rozciągnąć się na Marchię, Toskanię i południowe Włochy, był następujący: kolumna powstańców bolońskich, wzmocniona przez 3 000 spiskowców przybyłych z Romanii, miała zebrać się na łąkach Caprara i wtargnąć do miasta przez bramę św. Feliksa; inna kolumna, zebrana w San Michele, miała owładnąć arsenał (bramę arsenału miało otworzyć dwóch podoficerów, którzy później mieli uciec do Szwajcarii, aby ujść czekającego ich niewątpliwie rozstrzelania) tudzież znajdującą się w nim broń i amunicję. W różnych częściach miasta były przygotowane materiały do stawiania barykad. Republikanie, w liczbie około setki, obiecywali (osobiście, nie jako partia) wziąć udział w ruchu.

Plan ten wypracowany we wszystkich szczegółach przez Bakunina byłby niewątpliwie został częściowo uskuteczniony, gdyby wypadek nie był przeszkodził jego wykonaniu.

W nocy 7 sierpnia kolumna powstańców zebrana w San Michele daremnie oczekiwała sygnału rozpoczęcia działań, zaś kolumna zebrana na łąkach kapraryjskich na próżno czekała posiłków z Romanii.

Zobaczmy teraz, dlaczego posiłki te nie nadeszły.

Stu pięćdziesięciu spiskowców z Imoli zebrało się w kościółku podmiejskim, skąd brzegiem rzeczki Oorrecchio ruszyli doi Castel San Piętro. Dowódcą tego oddziału był wspomniany już murarz, Antoni Cornacchia. Obawiając się, że pochód nie osiągnie celu, jeżeli będzie szedł traktem publicznym, poprowadził swych towarzyszy drogą mało uczęszczaną. Strategia jego byłaby zapewne osiągnęła skutek, gdyby wiadomość o wyprawie nie przybyła zbyt wcześnie do podprefekta w Imoli.

W Castel San Pietro spiskowcy weszli na stację, zniszczyli aparat telegraficzny, chorągiewki i latarnie do podawania sygnałów i połączywszy się z zebranymi tam towarzyszami, ruszyli w stronę Bolonii. Lecz w miejscowości zwanej Campana spostrzegli, że zachodzą im drogę żandarmi i żołnierze, i rzucili się do ucieczki. Czterdziestu trzech schwytano również znaczna część tych, którzy uciekli w góry, została pojmana później. Najlepiej powiodło się tym, którzy uciekli najbliższą drogą do swych domów: ci przeważnie nie zostali później wykryci.

Nieznani donosiciele zawiadomili w nocy podprefekta. że gromady spiskowców zbierają się w okolicach Castel San Pietro. Podprefekt zatelegrafował do Bolonii, aby wysłano na plant linii kolejowej spory oddział wojska. Z Bolonii natychmiast wysłano kompanię piechoty. Tymczasem w Imoli zatrzymano pociąg, który przybył z Ankomy, i oddzielono lokomotywę z jednym tylko wagonem, który zajęli żołnierze i policjanci. Odjechawszy o parę mil od miasta, wysiedli i rozpoczęli poszukiwania. Lokomotywa tymczasem wraz z pustym wagonem szybko (powróciła do miasta, aby ruszyć na nowo z drugim oddziałem policji, który wysiadł w innym miejscu i też rozpoczął poszukiwania.

W ten sposób spiskowcy zostali otoczeni i powstanie spełzło na niczym. Na punkt zborny w Bolonii przybył tylko oddział z San Giovanni, lecz na łąkach kapraryjskich czterystu spiskowców z Mazzottim, Leonesim i Cesarim na czele po daremnym oczekiwaniu widząc, że się plan nie powiódł, rozeszło się i drobnymi grupami powróciło do miasta. Broń zebrali Mazzotti i Leonesi i wraz z dwudziestu innymi ruszyli w góry w przekonaniu, że ruchawka odwlokła się jedynie o kilka dni. W Sabbiuno, gdzie się zatrzymali dla odpoczynku, zostali otoczeni przez wojsko. Broń zdążyli ukryć (później ją znaleziono według wskazówek miejscowych wieśniaków) i rozpierzchli się. Część ich uciekła, część została schwytana.

Prefekt boloński, niejaki Capitelli, który zapewne nic by o spisku nie wiedział, gdyby nie depesza podprefekta z Imoli, kazał z nastaniem ranka zamknąć bramy miasta i dokonać około stu aresztowań. Wszyscy wybitniejsi członkowie Międzynarodówki i partii republikańskiej zostali aresztowani.

Bakunin, który wierząc na słowo swym włoskim przyjaciołom spodziewał się, że będzie walczył na czele spiskowców na ulicach Bolonii, spędził całą noc na gorączkowym oczekiwaniu i wysyłał przyjaciół na zwiady. Wiadomości były coraz to rozpaczliwsze. Nie ulegało wątpliwości, że przygotowywany wybuch spalił na panewce. Bakunin jeszcze przez parę dni ukrywał się w Bolonii, rozpaczając z powodu niepowodzenia, Potem uciekł w przebraniu do Szwajcarii.

W ten sposób w Bolonii ruchawka spełzła na niczym. Zobaczmy teraz, co się stało w innych prowincjach, które miały wziąć udział w rewolucji. Zacznijmy od Toskanii.

Ruch miał się tu rozpocząć we Florencji wieczorem 9 sierpnia, lecz niespodziewane aresztowanie niektórych kierowników i ucieczka innych spowodowały odroczenie wybuchu. 13 była ponownie dokonana próba wszczęcia ruchu, znów udaremniona przez władze. Zgromadzenie, które rewolucjoniści wyznaczyli sobie na Placu Marsowym, w celu niezwłocznego uzbrojenia się i rozpoczęcia walki, nie powiodło się, gdyż przeszkodziły temu masowe aresztowania.

Komitet kierujący akcją nie dawał jednak za wygraną. Podzielił role między organizacjami dzielnic miejskich i podmiejskich. Miały być utworzone dwa oddziały zbrojne: jeden w samej Florencji, drugi w Pontassieve. Pierwszy miał się udać ku San Casciano, owładnąć strzelbami gwardii narodowej, przechowywanymi w tej gminie i nie zwróconymi jeszcze rządowi, a następnie krążyć po okolicach Florencji, podburzając ludność do buntu i powiększając w ten sposób swoje szeregi. Drugi miał dokonać przerwania komunikacji kolejowej i telegraficznej i uderzyć na miasto, złączyć się z florenckimi rewolucjonistami i oswobodzić więźniów.

Tymczasem w samej Florencji sekcje, podzielone na oddziały, miały na dane hasło przystąpić do buntu. Pierwszą rzeczą miało być wzniecanie pożarów w celu uczynienia dywersji, następnie miały nastąpić ataki na ratusz, na kwesturę, na telegraf, na bank państwowy, na sklepy z bronią. Wreszcie w planie spiskowców leżało wysadzenie w powietrze gazowni, aby w ciemności i powszechnym zamieszaniu zawładnąć wszystkimi gmachami rządowymi i urzędami i ująć w swe ręce władzę nad miastem w celu ogłoszenia komuny i uczynienia zeń ośrodka rewolucyjnego.

Rozlepiano proklamacje do proletariatu. Przygotowywano chorągwie, dokoła których mieli się gromadzić zwolennicy przewrotu.

Dziś jeszcze zapewniają ludzie wiarogodni, że wszystko było przygotowane do powstania, które miało rozpocząć naraz kilka oddziałów zbrojnych. Szpiedzy jednak donieśli o wszystkim do kwestury i w dniach 8, 9 i 10 sierpnia mnóstwo obywateli, w tej liczbie także wielu członków partii rerpublikańskiej, zostało aresztowanych pod zarzutem należenia do spisku zagrażającego państwu i ustrojowi społecznemu.

Ponieważ Międzynarodówka nie dawała za wygraną, więc aresztowania przybierały coraz większe rozmiary. 18 sierpnia więzienia były przepełnione socjalistami i republikanami z Florencji i miast okolicznych.

Jednocześnie podobna ruchawka była przygotowywana w Livorno, gdzie znajdowała się siedziba Rady Naczelnej Toskańskiej Federacji Międzynarodówki. Tam również rozlepiano odezwy wzywające do powstania. Tam również taktyka rewolucjonistów polegać miała na podpaleniu gmachów rządowych, zepsuciu przewodów gazowych i pogrążeniu miasta w ciemnościach, rzuceniu bomb Orsiniego do najważniejszych urzędów i owładnięciu miastem dzięki wywołanemu zamieszaniu. Rewolucjoniści mieli stamtąd wyruszyć na Pizę, w celu dopomożenia tamtejszym powstańcom. Lecz i w Livorno wybuch został zawczasu udaremniony przez policję, która dowiedziała się o wszystkim.

W różnych innych punktach Włoch organizowano oddziały zbrojne, zwłaszcza w Marchii, skąd uformowane oddziały miały maszerować do Toskanii, na pomoc florentyńczykom, Przygotowano ruchawkę i w Rzymie. Rewolucjoniści podzielili się tam na różne oddziały według dzielnic miasta. Starali się podburzyć ludność do gwałtownych czynów, rozrzucając kartki z napisem: "Nafta albo rzeczpospolita!"

W Kalabrii i na Sycylii agitacja była bardzo ożywiona. W listach przejętych przez policję powtarza się zdanie, że rewolucjoniści na Sycylii są gotowi do walki, że czekają tylko hasła z lądu, aby "ruszyć w taniec".

Nietrudno zgadnąć jednak, że w Rzymie, na Sycylii, w Kalabrii ruch nie przybrał poważniejszych rozmiarów. Zaznaczył się natomiast w prowincji Puglie, gdzie na czele rewolucjonistów stał znany anarchista Henryk Malatesta.

Malatesta za młodu był maizzinistą. Jako student jeszcze, aresztowany w Neapolu podczas jakiejś manifestacji, musiał przerwać studia, których nie sądzono mu było podjąć na nowo. Do Międzynarodówki należał od samego jej początku i był jednym z najczynniejszych i najinteligentniejszych propagandzistów.

Zamieszany w paru procesach, kilkakrotnie zdołał ujść przed prześladowaniami policyjnymi. W roku 1873 chce się udać do Hiszpanii, aby wspólnie z Bakuninem wziąć udział w powstaniu kantonalistów, lecz niespodziewanie zostaje aresztowany i osadzony na przeciąg 6 miesięcy w więzieniu w Trani. W roku 1874 bierze czynny udział w przygotowaniach do ruchawki zbrojnej. Wszelako i jemu, podobnie jak innym spiskowcom, nie dopisuje szczęście. Większa część z wielkim trudem przygotowanej i przesłanej w umówione miejsca broni wpada w ręce policji. Nie dopisali i uczestnicy spisku.

"Setki spiskowców - opowiada Malatesta - przysięgło, że stawią się na umówioną schadzkę w Castel del Monte. Przybywam na miejsce i widzę, że zamiast spodziewanych setek jest nas tylko sześciu. Mniejsza o to, otwieramy skrzynię z bronią. Znajdujemy stare fuzje, nabijane z przodu. Co robić! Uzbrajamy się w nie i wypowiadamy wojnę armii włoskiej. Przez kilka dni włóczymy się po wsiach, na próżno starając się pociągnąć za sobą chłopów. Drugiego dnia mamy potyczkę z ośmiu żandarmami, którzy strzelają do nas z daleka sądząc, że jest nas bardzo wielu... W trzy dni później spostrzegamy, że okrążają nas żołnierze. Położenie fatalne... Postanawiamy zakopać broń i rozproszyć się. Ja ukrywam się w stogu siana i w ten sposób unikam niebezpieczeństwa".(...)

 

Początki organizacji robotniczych | Nurty we włoskim ruchu socjalistycznym
| Rozłam w Międzynarodówce a sekcje włoskie | Włoska Międzynarodówka w 1873 roku
|
Próba powstańcza 1874 roku | Reakcja burżuazyjna



[strona główna] [biografia] [pisma] [opracowania] [ikonografia] [bibliografia] [odnośniki] [redakcja]
Strony Internetowe Trojka Design  © 2001-2013 rozbrat.org