Hanna Temkinowa

Jednostka a społeczeństwo w filozofii Bakunina


Zasada autonomii jednostki

Podejmując walkę przeciwko państwu Bakunin podkreśla, że zło tkwi nie w takiej lub innej formie państwa, lecz w instytucji państwa jako takiej, nie w takiej lub innej formie władzy, lecz w samej zasadzie władzy. "Despotyzm tkwi nie tyle w formie władzy lub państwa, lecz w samej zasadzie państwowości i władzy politycznej w ogóle" (1). Władza i wolność - stwierdza wielokrotnie Bakunin - to pojęcia wyłączające się wzajemnie w sposób absolutny. Wszelka władza polityczna, niezależnie od tego, jakie jest jej źródło i formy przejawiania się, dąży nieuchronnie do despotyzmu. Na tych przesłankach opierał się Bakunin walcząc zaciekle zarówno przeciwko różnym formom państwa burżuazyjnego i władzy burżuazji, jak i przeciwko marksowskiej idei państwa dyktatury proletariatu. "Między rewolucyjną dyktaturą a państwowością różnice są czysto zewnętrzne. W istocie rzeczy natomiast stanowią one sposób rządzenia większością przez mniejszość, w imię rzekomej mądrości mniejszości i rzekomej głupoty większości. Dlatego są one w tym samym stopniu reakcyjne, prowadzą zarówno jedna, jak i druga, bezpośrednio i nieuchronnie, do umocnienia politycznych i ekonomicznych przywilejów rządzonej mniejszości, do politycznego i ekonomicznego zniewolenia mas ludowych" (2). Państwo dyktatury proletariatu, które przejmie władzę po zwycięskiej rewolucji, nie rozwiąże sprawy wolności indywidualnej i kolektywnej, lecz stworzy nową formę zależności mas od rządów biurokracji lub od "rządu uczonych", który jest równie despotyczny i nieznośny, jak wszelki inny rząd. Jest to proces nieuchronny, ponieważ - i tu Bakunin formułuje niezmiernie dlań charakterystyczną ideę - wszelka władza jest z natury rzeczy "zgodnie z prawem socjalistycznym" czynnikiem demoralizującym, wypaczającym zarówno tych, którzy ją sprawują, jak i tych, którzy jej podlegają. Ponadto wszelka władza ma naturalną skłonność do samoutrwalania się i twierdzenie, że sama kiedyś obumrze, jest jedynie naiwną iluzją.

Jednostki, które lud wybiera, nawet na podstawie najbardziej doskonałego systemu wyborczego, by w jego imieniu sprawowały władzę, zostają obdarzone przywilejem wyróżniającym i izolującym je siłą rzeczy spośród pozostałych członków wspólnoty. Nie jest to nawet początkowo przywilej usankcjonowany prawnie, niemniej pozostaje on faktem. Jeśli nawet założyć, że przywilej ten przekazano jednostkom najbardziej doświadczonym, mądrym, odważnym i zdolnym do poświęceń, najbardziej na to wyróżnienie zasługującym, to przecież już przez to, że je wyróżniono, uczyniony został pierwszy krok do ich wyizolowania z masy wszystkich innych jednostek. I oto - mówi Bakunin - społeczeństwo już rozdziela się na dwie kategorie, żeby nie powiedzieć jeszcze klasy, z których jedna, składająca się z ogromnej większości, dobrowolnie podporządkowuje się rządom swoich wybrańców; druga zaś - składająca się z niewielkiej liczby jednostek przez naturę szczodrzej obdarzonych - posiada pełnomocnictwo większości na sprawowanie rządów. Ludzie ci, zależni od swych wyborców, początkowo nie różnią się niczym od innych, pomijając te ich cechy osobiste, które zyskały im zaufanie wyborców oraz sam fakt, że zostali wybrani. Nie uzurpują sobie żadnych przywilejów ani praw, mają natomiast obowiązek wykonywania określonych funkcji, zleconych im przez większość, i pełnienia ich tak długo, jak długo będą sobie tego życzyli wyborcy. Pod wszystkimi innymi względami, co do warunków i środków swej egzystencji, nie różnią się od innych jednostek, tak że równość między nimi zostaje w pełni zachowana.

Jest to jednak równość, która nie może na dłuższą metę się utrzymać. Masy bowiem, wybierając swoich przedstawicieli i przekazując im władzę, jawnie uznały wyższość swoich wybrańców. U wybrańców rośnie świadomość własnej wyższości i niezbędności. Stąd tylko krok do całkowitego wyobcowania się i przeciwstawienia się masom. Wyborcy tracą kontrolę nad swymi wybrańcami, ci zaś konstytuują władzę od mas niezależną i przeciwstawną im, jako obca siła.

Nie ma nic bardziej niebezpiecznego dla indywidualnej moralności człowieka, jak przyzwyczajenie do rządzenia - powtarza wielokrotnie Bakunin. Nawet najlepszy, najbardziej wykształcony, bezinteresowny i wspaniałomyślny, moralnie czysty człowiek zepsuje się w tych warunkach. Z władzą sprzężone są w sposób konieczny dwa uczucia, które nieuchronnie powodują tę demoralizację: pogarda dla mas i przecenianie własnej wartości. W ten sposób władza i przyzwyczajenie do rządzenia staje się nawet dla najlepszych ludzi źródłem intelektualnej i moralnej degradacji. Bakunin nazywa to "nieuchronnym prawem socjalistycznym", rozumiejąc przez to określenie najwidoczniej jakieś powszechnie obowiązujące prawo społeczne.

Nieludzka moralność, zrodzona przez instytucję władzy, nieuchronnie deprawuje wszystkich, którzy znajdą się w jej zasięgu. Pod jej zabójczym wpływem jedni stają się pełnymi pychy i chciwości despotami, wyzyskującymi społeczeństwo dla swej osobistej korzyści lub korzyści swej warstwy, drudzy stają się niewolnikami. Natura ludzka - Bakunin chętnie odwołuje się do tego typu argumentacji - jest taka, że jeśli pozwala się ludziom tworzyć zło, karmić swą pychę i ambicję, swą chciwość cudzym kosztem, to ludzie będą to robili. Warunki istnienia ludzi są silniejsze niż rozum i wola, najlepsze intencje nie wytrzymują próby życia w konfrontacji z moralnością stworzoną przez instytucję władzy. Kto może wątpić o tym, ten nie zna zupełnie natury człowieka - konkluduje Bakunin.

Sprawowanie władzy wymaga zmiany punktu widzenia, wymaga, by to, co dotychczas było rozpatrywane z ludzkiego punktu widzenia, było oceniane i rozpatrywane z punktu widzenia władzy. Jeśli więc obdarzeni władzą przedstawiciele mas prędzej czy później przekształcają się w siłę stojącą ponad masami, to dzieje się tak nie dlatego, że wybrani świadomie dopuszczają się zdrady swoich wyborców. Nie ma tu raczej w ogóle problemu zdrady. Rzecz w tym, że sprawujący władzę prędzej czy później zmuszony jest do przyjęcia tego nowego spojrzenia, narzuconego przez funkcje, które wykonuje, zakreślonego przez nowy horyzont, który otwiera władza. Marksiści mówią nam - polemizuje Bakunin - że unikniemy owej degradacji moralnej ludzi sprawujących władzę, jeśli owa mniejszość będzie składała się z robotników. Ale robotnicy ci, gdy ukonstytuują się jako instytucja rządząca, staną się byłymi robotnikami: "Gdy tylko staną się rządzącymi lub przedstawicielami ludu, przestaną być robotnikami i zaczną patrzeć na czarnoroboczą masę z wysokości państwowego punktu widzenia; będą reprezentować już nie lud, lecz siebie i swoje roszczenie do kierowania ludem" (3). Od rozważań psychologicznych Bakunin przechodzi więc do swoistej "socjologii" władzy. Co to znaczy, zapytuje, proletariat podniesiony do godności klasy panującej? Czyżby cały proletariat miał stanąć na czele rządu? Niemców jest czterdzieści milionów. Czyżby czterdzieści milionów ludzi miało wejść w skład rządu? Cały naród będzie rządzącym, a rządzonych nie będzie. Ale wtedy nie powinno być rządu, państwa, jeśli zaś będzie państwo, to będą również rządzeni, będą niewolnicy. Przyszłe społeczeństwo, jak je sobie wyobraża Marks - mówi dalej Bakunin - będzie zhierarchizowanym i silnie scentralizowanym organizmem, w którym aparat rządzący "skoncentruje w swych rękach całą handlowo-przemysłową, rolniczą i nawet naukową produkcję, poddaną bezpośredniemu kierownictwu inżynierów państwowych, którzy utworzą nową, uprzywilejowaną naukowo-polityczną warstwę" (4). Tak urządzone przyszłe państwo będzie wyzyskiwało przede wszystkim masę chłopską i ponieważ żadne państwo nie może istnieć bez ekspansji zewnętrznej i polityki zaborczej, to rychło skieruje się przeciwko swym sąsiadom, usiłując poddać ich swemu kierownictwu. A że, według Bakunina, przede wszystkim Niemcy posiadają w wysokim stopniu rozwinięty "instynkt państwowości", to oni właśnie w tym przyszłym społeczeństwie zdobędą uprzywilejowaną pozycję, wykorzystując ją w celu podporządkowania sobie i wyzyskiwania mas narodów słowiańskich tego "instynktu państwowego" pozbawionych.

Zarzucając teorii Marksa sprzeczność: po co tworzyć i umacniać państwo, skoro zamierza się je kiedyś znieść, skoro ono powinno w przyszłości obumrzeć, Bakunin przeciwstawia jej swoją koncepcję zniesienia państwa bezpośrednio po rewolucji i stworzenia społeczeństwa, które nie będzie znało zasady władzy, żadnego autorytetu zewnętrznego w stosunku do jednostki, żadnego formalnego regulatora stosunków między ludźmi. Formułując swój program jako "wolność, czyli anarchię," tj. wolną organizację mas robotniczych od dołu do góry [...], wolność może bowiem być dziełem jedynie wolności, tj. powszechnego ludowego buntu i wolnej organizacji mas robotniczych od dołu do góry" - przeciwstawia centralizmowi ekonomicznemu Marksa zasadę federacji autonomicznych gmin i zrzeszeń, współpracujących na zasadzie całkowitej niezależności i równości (5).

Przypisy

1) M. Bakounine "Oeuveres" t. II, s. 327.

2) M. A. Bakunin: Gosudarstwiennost' i anarchia, s. 327.

3) M. A. Bakunin: Gosudarstwiennost' i anarchia, s. 295.

4) M. A. Bakunin: Gosudarstwiennost' i anarchia, s. 294.

5) Jeszcze w 1870 r. w pracy Les ours de Berne et l'ours de Saint-Petersbourg, poświęconej obronie Nieczajewa, Bakunin przeciwstawia centralizację polityczną ekonomicznej i wyraża przekonanie, że jeśli centralizacja polityczna, którą utożsamia z zasadą władzy politycznej, jest złem, to centralizacja ekonomiczna jest istotnym elementem cywilizacji i warunkiem jej rozwoju (por. Oeuvres, t. II, s. 34). Później, jak widać, zmienia zdanie na temat tej niezmiernie istotnej dla charakterystyki ustroju przyszłości cechy, uważając, że centralizacja ekonomiczna musi pociągnąć za sobą konieczność pewnej centralizacji o charakterze politycznym.

 

Negacja zasady władzy | Zasada autonomii jednostki



[strona główna] [biografia] [pisma] [opracowania] [ikonografia] [bibliografia] [odnośniki] [redakcja]
Strony Internetowe Trojka Design  © 2001-2013 rozbrat.org