Wywiad z Antonim Kamińskim autorem książki "Apostoł prawdy i miłości. Filozoficzna młodość Michała Bakunina"

JAK PODPALACZ EUROPY RZĄDZIŁ WROCŁAWIEM

O autorze biografii

Dr Antoni A. Kamiński, filozof i filolog, pracuje w Katedrze Filozofii i Komunikacji Społecznej Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, autor wielu publikacji z historii polskiej i rosyjskiej myśli społeczno-politycznej XIX i XX wieku. Pierwszy tom jego książki o Bakuninie pt. "Apostoł prawdy i miłości. Filozoficzna młodość Michaiła Bakunina" jest jednocześnie pierwszą biografią "ojca anarchizmu" w polskiej literaturze. Na tę lukę zwrócił uwagę Wiktor Weintraub, pisząc ponad pół wieku temu w paryskiej "Kulturze": "wśród nie napisanych książek z historii polskiej XIX wieku jest jedna, która powinna nosić tytuł "Bakunin i Polacy "".

Wywiad przeprowdzony przez Beatę Maciejewską ukazał się w Gazecie Wyborczej (Wrocław) 13.08.2004 r.



Co można robić w Piwnicy Świdnickiej? Pić piwo z bogatym niemieckim hrabią, wyzwać na pojedynek Karola Marksa, załatwić mandat do parlamentu lewicowemu kandydatowi. Trzeba się jednak nazywać Bakunin, Michaił Bakunin

Uchodził za uosobienie rewolucyjnej energii, zyskał przydomek "demona destrukcji" i sławę "podpalacza Europy". Według legendy rodzinnej miał być spokrewniony ze Stefanem Batorym, królem Polski, ale równie dobrze czuł się na arystokratycznych salonach, jak w podejrzanych karczmach. Ten twórca doktryny anarchistycznej obchodził w tym roku 190. rocznicę urodzin. Wrocławski filozof dr Antoni Kamiński wydał właśnie pierwszy z trzech tomów biografii Bakunina. To pierwsza w Polsce tak obszerna praca. I dobrze, że ukazała się we Wrocławiu, bo to jedyne miasto w dzisiejszej Polsce, które miało okazję doświadczyć słowiańskiej fantazji Michaiła Bakunina.

Beata Maciejewska: Poświęcił Pan rosyjskiemu anarchiście siedem lat pracy, wybiera się Pan w przyszłym tygodniu do Priamuchina pod Moskwą, gdzie Bakunin przyszedł na świat. Lubi Pan "podpalacza Europy"?

Dr Antoni Kamiński: Lubię, bo to naprawdę bardzo ciekawa osobowość. Był rewolucjonistą nie tylko z przekonań, ale także z temperamentu. Buntownicze sprzysiężenia, nielegalne spiski, agitacja to był jego żywioł! Wiele razy mówił, że źle się czuje, gdy wokół nic się nie dzieje, a spokojne życie uważał za jedno z największych nieszczęść, jakie może spotkać człowieka... Gdyby urodził się pół wieku wcześniej np. we Francji, to pewnie byłby takim Dantonem czy Maratem i zginąłby na gilotynie albo na barykadzie.

W amerykańskim rankingu ludzi, którzy zmienili świat - "1000 postaci tysiąclecia" - zajmuje 401. pozycję. Autorzy piszą, że w czasie, gdy Marks przesiadywał po bibliotekach, Bakunin wspinał się na barykady Paryża, Pragi, Drezna. A dlaczego nie ma Wrocławia!?

- Po pierwsze, mało kto wie o wrocławskim epizodzie w życiorysie Bakunina, po drugie - nie wspinał się tu na barykady, tylko przesiadywał po piwiarniach. Do Wrocławia przyjechał

26 kwietnia 1848 roku, czyli już po zakończeniu walk i w czasie chwilowego zwycięstwa wrocławskiej Wiosny Ludów. W mieście był spokój i swoboda polityczna. Ale Bakunin był tym spokojem rozczarowany.

- Bo on chciał rewolucji, oczekiwał niszczącej burzy! Gdy wyjeżdżał z Paryża do Niemiec, władze francuskie miały nadzieję, że "skręci tam sobie kark i nie będzie bruździł". On sam też żegnał się ze swymi przyjaciółmi na zawsze, bo był przekonany, że zginie gdzieś w Niemczech, w Polsce lub w Rosji. We Wrocławiu nie miał jednak szans na śmierć w wielkim stylu. Za to zobaczył tu "rewolucjonistów", którzy dużo gadali i mało robili.

Związał się jednak z wrocławskim Klubem Demokratycznym - najbardziej wpływowym i najlepiej zorganizowanym, skupiającym liberałów, republikanów, radykalnych demokratów i socjalistów.

- Tylko że wizyty w tym klubie wspominał dość lekceważąco. Uważał wprawdzie, że Niemcy to zabawny, ale dobry naród, z którym zawsze dochodził do ładu, ale... spiskować ani prowadzić rewolucji nie umieją. "Za dużo hałasów, śpiewów chóralnych, picia piwa i samochwalczego paplania, wszystko się działo i wszystko mówiło na ulicy, jawnie; nie było ani ustaw, ani zwierzchności. (...) Kluby ich były miejscami ćwiczeń w krasomówstwie albo, ściślej mówiąc, w przelewaniu z pustego w próżne" - wspominał.

Uprzejmy dla wrocławian nie był, ale uwielbienie, którym go darzyli, pochlebiało mu. Wygłaszał płomienne przemówienia po niemiecku z rosyjskim akcentem, a wrocławianie...

- ...słuchali go jak wyroczni i czcili jako zasłużonego bojownika o demokrację w Europie. Zaprzyjaźnił się z najwybitniejszą postacią wrocławskich demokratów hrabią Eduardem von Reichenbachem, a mieszkał w kamienicy kupca Stahlschmidta przy dzisiejszej Dworcowej 5. To właśnie Reichenbach zaprowadził go do Piwnicy Świdnickiej, a potem gościł w swoich dobrach pod Nysą.

"Podpalacz Europy" rządził Wrocławiem?

- Za mocno powiedziane. Był jednak jednym z ważnych graczy politycznych. To dzięki niemu zwolennik lewicy Arnold Ruge dostał mandat w wyborach do Zgromadzenia Konstytucyjnego we Frankfurcie. Starał się o to w Lipsku i przegrał, a we Wrocławiu przeszedł bez problemów, bo mu to załatwił Bakunin.

W czasie pobytu Bakunina we Wrocławiu wydarzyło się jednak coś, co zburzyło tak znienawidzony przez niego spokój. Przeczytał redagowaną przez Marksa, a wychodzącą w Kolonii "Neue Rheinische Zeitung" ("Nowa Gazeta Reńska") i ciśnienie mu skoczyło...

- Każdemu by skoczyło. Gazeta opublikowała korespondencję jednoznacznie sugerującą, że Bakunin to agent tajnej carskiej policji i człowiek, który przyczynił się do aresztowania polskich emigrantów. Autor powołał się przy tym na George Sand jako na źródło tych rewelacji. Sand utrzymywała z Bakuninem bliskie kontakty i bardzo go ceniła.

A był agentem?

- No nie, to paskudne plotki, rozpuszczane w Paryżu przez przeciwników Bakunina, w tym niektórych Polaków. Gazety wtedy takich rzeczy nie drukowały. A "Neue Rheinische Zeitung" puściła materiał w sam raz dla brukowca i Bakunin uznał, że to osobisty atak na niego. Atakującym był oczywiście Marks, redaktor "Nowej Reńskiej".

I co Bakunin zrobił?

- Wysłał do Marksa sekundanta z poleceniem wyzwania go na pojedynek. Sekundantem był Polak, hrabia Kościelski.

Marks się wystraszył?

- Uznał, że lepiej będzie, jak przeprosi. Tym bardziej że dostał list od oburzonej George Sand. Zaprzeczała w nim, jakoby była źródłem rewelacji o podwójnym życiu Bakunina. Marks się tłumaczył, że nie był autorem paszkwilanckiego tekstu. Po prostu dostał sensacyjną korespondencję i ją wydrukował. Notabene, bardzo mu była ona na rękę. Rosnący w siłę Bakunin stawał się konkurentem politycznym Marksa i ten postanowił podciąć mu skrzydła.

Gdyby się spotkali na ubitej ziemi, to kto miałby większe szanse?

- Bakunin! Marks to typowy inteligent, gabinetowy uczony, a Bakunin był wychowankiem oficerskiej szkoły artyleryjskiej w Petersburgu, jednej z najlepszych szkół wojskowych w Rosji. Znał się na rzeczy. Aleksander Hercen wspominał, że Bakunin w drodze z Paryża do Wrocławia natrafił gdzieś w Niemczech na rozruchy chłopskie. Chłopi awanturowali się pod zamkiem, ale nie bardzo wiedzieli, jak przejść od słów do czynów. Bakunin wysiadł z wózka i nie pytając nawet, o co tym chłopom chodzi, tak ich skutecznie przeszkolił, że gdy siadał z powrotem do wózka, zamek płonął z czterech rogów.

To szkoda, że nie doszło do tego pojedynku. Może losy świata inaczej by się potoczyły. No i byłoby na co popatrzeć. Marks i Bakunin walczący pod okiem polskiego hrabiego... Właśnie, dlaczego polskiego?

- A dlaczego nie? Bakunin bardzo przyjaźnił się z Polakami. Stanowczo opowiadał się za niepodległością Polski. Przypuszczam, że przyjechał do Wrocławia za namową Wojciecha Cybulskiego, dawnego znajomego z czasów uniwersyteckich, którego spotkał w Berlinie. Cybulski zapewnił go, że we Wrocławiu zjawi się mnóstwo Polaków, bo przyjadą na kongres polityczny. Tak rzeczywiście było. W dzień można ich było spotkać w modnych wrocławskich cukierniach, u Jordana (w Teatrze Miejskim, dziś Operze) i u Periniego (przy dzisiejszej Ofiar Oświęcimskich), gdzie całymi godzinami wadzili się o sposoby dalszej walki z zaborcami. A Bakunin odświeżał stare znajomości - można przypuszczać, że spotkał się m.in. ze Słowackim - i nawiązywał nowe.

Warto też pamiętać, że wrocławscy demokraci znani byli z propolskich sympatii. Utworzyli nawet specjalny "Komitet Polski", na którego czele stał gospodarz Bakunina, kupiec Stahlschmidt.

Propolskie sympatie Bakunina były podobno tak gorące, że przerodziły się... w namiętną miłość. Przynajmniej do jednej Polki.

- To prawda. Żoną Bakunina była Antonina Kwiatkowska. On miał w dniu ślubu 44 lata, ona 17. Mieszkała na Syberii, gdzie jej ojciec Ksawery przyjechał omamiony "gorączką złota". Tatuś postanowił ją koniecznie bogato wydać, a absztyfikanci, których przyprowadzał, byli mocno nieciekawi. Antonina, dziewczyna z ambicjami, przyjęła więc propozycję Bakunina jak wybawienie.

Ale Antonina oprócz ambicji miała też bujny temperament. Okazała się niewierna...

- Bo się zakochała w przyjacielu Bakunina, włoskim adwokacie Gambuzzim. Miała z nim trójkę dzieci.

A co na to prawowity mąż?

- Zrozumiał żoniną namiętność, dzieci uznał za swoje i je wychowywał.

To on chyba nie był anarchistą, tylko świętym?

- Po pierwsze, uważał, że każdy człowiek jest wolny, więc jego żona też. Po drugie, myślę, że on ją bardzo kochał. Jak się człowiek zakochuje po czterdziestce, to naprawdę może stracić głowę i wszystko wybaczyć. Wprawdzie część badaczy sugeruje, że Bakunin był po prostu impotentem, ale to chyba przesada. Co do Antoniny - po śmierci Bakunina wyszła za Gambuzziego, więc nie ma się czym gorszyć.

Małżeńskie problemy nie wpłynęły na stosunek Bakunina do Polaków?

- Nie. Był głównym animatorem rewolucyjnego przymierza z Polakami szykującymi kolejne powstanie, tym razem styczniowe. Sam chciał walczyć. Został członkiem wyprawy kierowanej przez Teofila Łapińskiego, która z Londynu miała się przedrzeć na teren zaboru rosyjskiego. Wprawdzie koniec końców wylądował w Szwecji, ale prowadził tam agitację na rzecz powstańców i był w ich sprawie przyjęty przez szwedzkiego króla. Rozczarowany upadkiem powstania wyjechał do Włoch i tam zaczął powoli przechodzić na pozycje anarchistyczne.

Pan żałuje, że Wrocław zapomniał o Bakuninie?

- Bardzo. Tym bardziej że znalazł tu naśladowców. Myślę o Pomarańczowej Alternatywie. Uważam, że warto byłoby ufundować Bakuninowi choćby tablicę.



[strona główna] [biografia] [pisma] [opracowania] [ikonografia] [bibliografia] [odnośniki] [redakcja]
Strony Internetowe Trojka Design  © 2001-2013 rozbrat.org